|
1.02.2005 :: 04:11 |
Spoken (6) |
Seen
somebody callin' you insane when overwhelmed and blessed, burst in tears of happiness
// Fabolous-Breathe.mp3
|
1.04.2005 :: 09:33 |
Spoken (3) |
Seen
Forgive us our trespasses as we forgive those that trespass against us
Although them again we will never, never, never trust
//god please forgive me for messing up the blessing you gave to me. i see everything clearer now the night is black as it's ever been.... feels like i just walked right out of heaven, feels like i have damn near threw my life away. like a child that's lost at seven, don't know what to do. feels like i just walked right out of heaven...//
zasluchuje sie
Lauryn Hill //The Miseducation of Lauryn Hill
|
1.05.2005 :: 17:55 |
Spoken (9) |
Seen
your life's just too good to be true, can't take my eyes off of you...
mieszkajac z dala od tego wszyskiego wydaje sie to nierealne i nieprawdziwe... wystarczy jedna rozmowa i niedobrze sie robi w miare jak sie slucha z coraz wieksza uwaga... wtedy przychodzi moment zastanowienia - "czy ja tez taka bede? czy to wlasnie o to w zyciu chodzi?" jesli to jest/ma byc cel mojego zycia, moich wszystkich staran, prob, sukcesow i zawodow.... to ja nie chce. wole zyc tu i teraz niz czekac na cos co i tak do smierci doprowadzi.
smieszne jak w jednej piosence mozna znalesc cale swoje zycie. wylozone na talerzu dla innych, tylko po co? nie sluchaj tych slow to tego nie zauwazysz. polowa jest i tak o milosci ktorej
nigdy nie bedziesz miec. mowienie ze
nic juz nie ma znaczenia jest jedynie kolejna
gowno-prawda wypowiedziana pod wplywem chwili. bo zawsze jest cos.
patrzysz na zycie przez pryzmat butelki po coca-coli [diet,light,twist - do wyboru // lepiej gdy jest pelna, co?] i usmiechasz sie obludnie do swoich rownie obludnych
przyjaciol. nie wiedzac co ta przyjazn znaczy. po glebszych przemysleniach, robisz upgrade i nazywasz ich swoimi znajomymi. a twoje zycie nadal jest nic nie warte. skarzysz sie na hamburgery i coca-cole, komercje i kicz, sam pograzony po czubek glowy. a wyznacznikiem szczescia jest stan konta w banku, markowe ciuchy i tym podobne.
//all roads lead to death//
pisane rano z nad kubka cieplawej kawy
|
1.07.2005 :: 06:38 |
Spoken (13) |
Seen
time is on my side, yes it is....
a wlasnie, wlasnie - gubie sie w dniach tygodnia, a to w zwiazku z duza iloscia wolnego czasu, sponsorowana przez moich ex-boss'ow z
turkuaz restaurant. jest uroczo, mozna by powiedziec. wczoraj udowodnilam samej sobie swoja niezmierzona glupote, zapominajac o mojej 30-day-unlimited-metro-card wyszalam z domu no i naturalnie za pozno bylo [no dobra - nie chcialo mi sie wracac] i tym sposobem wywalilam extra $7 na transportacje. powinnam sobie te karte gdzies na szyi zawiesic i nosic ja wszedzie ze soba, aby nie zapomniec jaka to ja madra jestem.
a skoro o madrosci, moja gpa w tym semestrze = 3.8 //genialna ze mnie studentka. nadziwic sie tej kobiecie od psycho nie moge, kobieta z Ph.D. i nie przejrzala mnie i w nagrode za obijanie sie przez caly semestr B+ dala. ale mysle ze jak sie postaram to jeszcze beda ze mnie ludzie.
w
miescie zimno, deszczowo i szaro prosze-panstwa. sniegu brak. ide zrobic sobie kolejna herbate i spac.
*a to dla tych co chcieliby:
DV-2006
tlumek na TS w ostatnia noc minionego roku...
|
1.09.2005 :: 01:54 |
Spoken (11) |
Seen
102nd street happenstance
a jednak mam zielone oczy...
kaczuszki zostaly oficjalnie wysmiane przez wszystkich osobnikow zgromadzonych na korytarzu, podczas gdy dumnie kroczylam do pralni wraz z zwijajacym sie ze smiechu fistakiem. wniosek: fistaka nawet do pralni nie mozna brac. kaczuszki zostana przedstawione juz niedlugo.
//50Cent - Elementary.mp3 //Timbaland - Drop.mp3
|
1.10.2005 :: 22:36 |
Spoken (9) |
Seen
sleepy monday
kaczuszka:
widok z gory:
janusz style:
kto powiedzial ze faceci nie lubia rozowego???
cos dla ciala:
nic dodac nic ujac.
pe-es:
jesli nie odbieram telefonow od znajomych, bo nie chce mi sie z nimi gadac, to czy wszystko jest w porzadku?
|
1.12.2005 :: 02:27 |
Spoken (4) |
Seen
today, we don't know who we are
soda blends in drinks only, never by itself.
kaczki part II:
wersja kapielowa
wersja gabkowa
vision-correction
my fav. new pair of shades
when there's nothing on TV, there's always DVD
closet full of shit
manolo's - ma-no-no-no's i don't care...
makes me feel good all over my body:
feels like somethin' good's gonna happen...
//czwartkowy wieczor zapowiada sie interesujaco. ale poki co ciiii...
|
1.13.2005 :: 03:58 |
Spoken (4) |
Seen
....
city lights...
|
1.15.2005 :: 06:19 |
Spoken (2) |
Seen
I've got to move, but I want to stay... nauseated, aggravated
//Calvin Richardson - 2:35PM
//Jill Scott - Beautifully Human: Words and Sounds Vol.2
|
1.16.2005 :: 21:45 |
Spoken (15) |
Seen
What u lookin' for?
|
1.20.2005 :: 02:19 |
Spoken (11) |
Seen
Maybe we can talk about all my dreams
Watch ‘em all come apart at the scene
Maybe...
Ciagle sa takie rzeczy na wspomnienie ktorych robi sie niedobrze i nieprzyjemnie. A tych co grzeja serce wcale nie brak.
//everlast - white trash beautiful + lenny kravitz - greatest hits//
[szopki partIV: American Idol - how low can u go?]
|
1.22.2005 :: 20:09 |
Spoken (9) |
Seen
heavy snow
wish I were there....
dzisiejszy dzien sponsoruja:
//Urban Renewal - The songs of Phil Collins
//Afrodisiac - Brandy
//Greatest Hits - Lenny Kravitz
bo pada snieg i jest zimno.
|
1.25.2005 :: 03:34 |
Spoken (15) |
Seen
looks like I'm about to do it again...
who'll be there to clean up the mess this time?
bo ze mna to jest tak, ze mam tendencje pakowac sie w glupie sytuacje, nastepnie mowic sobie
never, ever again, a pozniej znowu ladowac sie w takie gowno, albo i gorzej.
postanowilam dac druga szanse, kto wie moze cos z tego bedzie?
|
1.29.2005 :: 18:45 |
Spoken (3) |
Seen
what'chu so mad at now?
trzeci raz wszystko sie pojebalo. trzeci raz wszystko stracone. trzeci raz.
jakos dziwnie spokojna z tym jestem.
a na uczelni juz pierwsze zaczatki sajgonu mowia nam glosno i wyraznie
HELLO a ja czuje sie taka
unprepared.
I really didn't mean to turn you down that day... and I am not afraid, not anymore.
|
1.30.2005 :: 06:36 |
Spoken (11) |
Seen
looking back - it was easy, easy, easy...
spring 2005 oficjalnie rozpoczety; czwarty semestr. wszystko(?) juz wiem. expectations - moje jak i profesorow. juz czuje ze bede miala pod gore z natural science (moja znienawidzona grupa przedmiotow w postaci skondensowanej, lab & lecture, 2x w tygodniu po 3godziny -
uroczo); abnormal psychology - 10pgs long paper, group projects & presentations[!]. wiem ze wyolbrzymiam i panikuje. reszte wezme jak leca: modern literature, soc110: drug use and abuse, soc203: criminology, oraz his232: contemporary history of civilization.
lykam 1,2,3,4 tabletki ktore maja mi pomoc. uzywam tego i tamtego - tez ma pomoc. pomaga? pomaga. w cholere wydaje mi sie ze efekty 'pomocy' sa nie tyle prawdziwe co wyimaginowane, wmowionwe. bo gdy czegos naprawde chcesz, w cos wierzysz, to w koncu zobaczysz rezultaty. tylko czy one nie sa urojone, czy istnieja tylko w mojej wyobrazni? patrzac w lustro widze kogos innego niz gdy ty patrzysz na mnie. wiesz, to jest moja obsesja.
mam nadzieje ze
to wszystko mi pomoze.

na mysl nasuwa sie tylko bezdzwieczne:
do you remember?
//groove armada - easy //*bo cos jest w tych elektronicznych dzwiekach i plynnosci glosu