http://www.makepovertyhistory.org


20031112 2004123456789101112 2005123456789101112 20061234567891011122007123456789101112

200812345678

| 11.27.2003 :: 02:25 | Spoken (0) | Seen
My own log....
oki doki moja pierwsza nota na own log'u :D
poki co nie mam czasu na pisanie...
jutro sprobuje cos tu rozkrecic...
3majcie za mnie kciuki
buzka!
~GEP~
| 11.27.2003 :: 02:53 | Spoken (0) | Seen
Eventually....
dlaczego zalozylam te strone? powod jest prosty... pewne osoby, znajace moja postac dotarly do mojej poprzedniej strony, co jak sie domyslacie nie uradowalo mojej postaci, a tylko zaczelo krempowac szczerosc moich notek i wogole dosyc nieprzyjemne sytuacje sie z tego wywiazaly... zakladajac poprzednia strone popelnilam blad, karygodny blad.. podalam adres znajomkom i rodzinie - w mojej sytuacji, to byla glupota; dlaczego podalam adres? poniewaz nie wiedzialam/zdawalam sobie sprawy z tego jak diametralnie moze sie zmienic moje zycie w przeciagu kilku zaledwie tygodni.
ok to tyle smecenia.

~GEP~
| 11.27.2003 :: 05:20 | Spoken (3) | Seen
Relationships in my life....
dziela sie na nastepujace kategorie: rodzina, ja&ON, bliscy znajomi i osoby postronne ktore znam na basic level. Rodzina - jak to rodzina, jedne sa udane inne nie... moja jest powiedzialabym wiekszosc czasu udana. Wzloty i upadki. Zycie, zycie... W kategorie 3&4 nie bede sie zaglebiac.. bo to nie jest czesc mnie, mojego zycia ktora chce opisac, z ktorej chce sie poczuc 'wyzwolona.'
Chce opisac jeden zwiazek w szczegolnosci, ktory mial i nadal ma na mnie najwiekszy wplyw, jako ze z NIM wlasnie, przezylam swoj pierwszy raz... [Smiac mi sie chce jak to pisze, 'moj pierwszy raz' brzmi jak rubryka w jakims Bravo czy czyms takim bleeeeeeee]. Moj obecny facet, wiecej miedzy nami roznic niz rzeczy ktore nas lacza, to co jest miedzy nami jest skomplikowane.. a nawet bardzo... Ale zacznijmy od poczatku... Jak to sie miedzy nami zaczelo? Poznalam go w pierwszym tygodniu mojej pierwszej prawdziwej pracy. Byl klientem, zapytal czy dam mu swoj numer, nie wiem dlaczego to zrobilam, ale zrobilam to. Pozniej stojac w pracy, popatrzylam w okno i go zobaczylam, stal kolo budek telefonicznych [a tak wlasciwie to 'w' jednej z nich] i patrzyl na mnie, obserwowal mnie... Dziwnie sie wtedy poczulam i pomyslalam ze moze jakis psycho, LOL. No ale tak na powaznie, zadzwonil do mnie w Czwartek [tego samego tygodnia], no i rozmawialismy, nie pamietam szczegolow, umowilismy sie na Sobote.
Sobota, zadzwonil do mnie rano, umowilismy sie na 6 wieczor. Ja przerazona, nikt w domu nie wie co zamierzam, zlapalam za telefon i dzwonie do mojej kolezanki E [ktorej w szkole opowiadalam o wszystkich zdarzeniach]. Rozmawiam z E gdy nagle uswiadomilam sobie, ze mam 2telefon - to byl ON [no tak zapomnialam powiedziec, ze w ktoryms momencie podalam mu moj adres i mial po mnie przyjechac, w Sobote gdy zadzwonil]. zapytal w ktora strone ma isc? Podalam numer bloku i takie tam... (ok pomine te czesc jak schodze na dol bleeeeee). Jestesmy oboje na dole, w kurtkach, rozpietych bo nie bylo za zimno, cieplo tez nie bylo [marzec].
No to trzeba podjac decyzje: Co bedziemy robic?
Ja: I don't know... What do you wanna do?
ON: I got some DVD's, we could go to my place...
Ja: ....
ON: So what you think? We can go watch DVD's at my place if ya want.
Ja: Where do you live?
ON: Jersey.
Ja: Where?!?!
ON: In Jersey.
Ja: It's soo far...
ON: No, it ain't that far... it's right there...just across the river.
Ja: I don't know... How long will it take us to get there?
ON: Like 15minutes. So what'chu say? You wanna go to my place?
Ja: I guess... we can go. Why not?
ON: ok so let's go...
Jazda subway'em na downtown. Times Square. Przystanek studio - po klucze od mieszkania. Autobus do Jersey. Rozmowa w autobusie. Co pamietam z tej rozmowy: ON boi sie latac samolotami, historja z dziecinstwa.
ON: that's crazy
Ja: What? What's crazy?
ON: Your eyes... They're so green... I've never seen eyes like yours...
Dojechalismy. Mieszkanie - zrobilo na mnie wrazenie. Troche malo furniture... no ale... czego sie spodziewac po mieszkaniu 4kolesi? ktorzy rzadko kiedy tam bywaja? Porzadek zachowany :D Siedzimy na podlodze przed TV, nie pamietam jakie byly te DVD's co tam mieli... Wlaczylismy TV, jakis muzyczny kanal... lecial Eminem 'Sing for the moment' Rozmowa o Em... ON wie o tym sporo.. jest z branzy. Siedzimy na podlodze, ja zuje gume, ogladamy TV, rozmawiamy od niechcenia. ON mowi do mnie: "Let me have some of your gum" [hmm hmmm.... zaczyna sie...] Calujemy sie... Niewygodna pozycja.. bierze mnie na rece, oplatam go nogami w pasie. "Idziemy" do jego pokoju. Opadamy na materac ktory ma byc jego 'lozkiem', nie powiem wygodny byl.

Ide spac... Ciag dlaszy nastapi...

~GEP~
| 11.28.2003 :: 05:43 | Spoken (1) | Seen
Speaking In Tongues...
Jak zaczac opowiadac zakonczenie tej historii??? hmmm...
ok bedzie tak:
Akcja 'materac' w jego pokoju. Nie powiem, jest przyjemnie... Jesli chodzi o mnie to jak zwykle 1000 mysli na sekunde przechodzi mi przez glowe. Jedne bardziej, drugie mniej absurdalne. 'Co by mama powiedziala gdyby wiedziala gdzie jestem?!' "Co ja tu do cholery robie?! Pojebalo mnie juz na maxa." "Co jesli bedzie chcial sie ze mna przespac?!" "Powiedziec ze ja jeszcze nigdy czy nie? Kurwa mac ja jestem pojebana!" W ktoryms momencie zebralam sie w sobie, widzac ze ON juz niezle byl rozochocony, i powiedzialam: "I don't wanna have sex..." ON patrzy mi w oczy [zawsze patrzy w oczy gdy sie calujemy...gdy rozmawiamy], wiem ze nie bedzie mnie do niczego zmuszal. W duchu sie ciesze [uffffff] brne dalej w moim confession... :'I'm a virgin' Zaskoczenie w jego oczach? Pada pytanie: "How come you don't have a man?," -wzruszam ramionami w odpowiedzi. ON patrzy mi w oczy (ehhh te jego czarne oczy....) i mowi: "there are few things that I love... I love titties, and I love eating pussy." [pamietam jak mnie to wtedy krempowalo - jego otwartosc jesli chodzi o te sprawy - prosto kawe na lawe... heh, blush!!] Probuje zdjac mi moj t-shirt... nie zgadzam sie - no dobrze mozemy go ostatecznie podniesc nieco.. To wszystko jest dla mnie takie nowe - ok moze nie AZ tak nowe... a jednak. Probuje zdjac moj stanik (ehh nigdy nie byl w tym dobry - do dzis nie jest) nie udaje mu sie, w rezultacie jedyne co sie dzieje, to podczas jego nieudanych prob rozpiecia mojego stanika slyszymy nagle trzask - moj ukochany stanik z Express szlag trafil wlasnie :/ Popadamy w bezruch, spoglada mi w oczy i mowi :"I'll buy you a new one..." Ja: "Don't worry about it... it's okay." Jego usta na moich sutkach... Nie powiem zeby mi bylo zbyt jakos tak super przyjemnie ale jak chce niech ssie... W miare jak caluje moje cialo spoglada w gore, patrzy na mnie, obserwuje moje reakcje na jego dzialania... Nie jest zle, jest nawet dobrze powiedzialabym. ******** Dzwoni moj telefon, mowie ze musze odebrac, domyslam sie kto to - mama, odbieram, mowie ze niedlugo wroce, nie pamietam co jej powiedzialam jesli chodzi o to gdzie jestem - chyba ze gdzies z E poszlam. OK to zalatwione, mama z glowy na ponad godzine.******* Wracamy do 'lozka' - ciag dalszy gimnastyki jezyka. Oboje calujemy mocno, nienasycenie. Czuje cierpki smak w ustach, zdaje sobie sprawe ze go ugryzlam... smak krwii. Pytam: "Did I hurt you?' ON: "No, no it's okay baby..." Scalowuje krew z jego ust... Przyjemny smak... Nagle czuje cos mokrego na policzku - co do cholery? ON placze[?!] Pytam: "What happened?" ON: "You're the first woman that made me cry because we were kissing."[something like that, you get the idea, right?] (hmmm.... fake? no? I dunno) Kontynuujemy... W miedzyczasie calowania ON mowi: "I love you baby." Ja na to:"No you don't.. you don't know me... Don't say that you love me if it's not true." ON: "okay... But I love... kissing you." - no tak juz lepiej - bardziej wiarygodnie czyz nie?
Jest Godzina - cos po 9 wieczor... nie pamietam.. Mowie: "I gotta go..." ON: "Let me just do one more thing... One more thing and we're gonna leave...' OK.. one more thing, what the hell? Wychodzi do kuchni... slysze otwierana lodowke... hmmm?... przychodzi... kleka na 'lozku' obok mnie... podnosi moj t-shirt, czuje jego usta i przyjemny chlod na moim ciele, na mojej piersi.. juz wiem po co poszedl do kuchni... Sekret tkwi w kostce lodu ;>
Wychodzimy z mieszkania na ulice, idziemy na przystanek i czekamy na ten smieszny autobusik aby nas zabral z powrotem na M. Trzymamy sie za rece (?) Jestesmy na Times Square... idziemy w strone Subway'a, Dzwoni jego telefon, odbiera. Szybka wymiana zdan...Po chwili dochodzimy do stacji, ja przechodze przez bramki.. odwracam sie, spogladam na niego i mowie: "You're not coming?"
ON:"no they called me, I gotta go to work..."
Ja:"but it's your day off...?"
ON:"yeh but i gotta go to the studio... I'm sorry baby... I'll call you."
Ja:(z rezygnacja/smutkiem) "Okay..."
Dajemy sobie delikatne buzi :* i oboje odchodzimy kazde w swoja strone...
Wracam do domu Subway'em... Mysle o tym co bylo..zastanawiam sie co bedzie... i w duchu smieje sie sama do siebie, a nawet usmiecham sie lekko, mysle ze bedzie dobrze. Teraz juz musi byc dobrze. Filled with joy and happiness... :D

Ciag dalszy nastapi...
~GEP~
| 11.29.2003 :: 19:48 | Spoken (1) | Seen
Two wrongs don't make it right...
Ciag dalszy jest taki, ze pozniej kontakt sie urwal [fizyczny]. Odwiedzil mnie kilka razy w pracy, takie tam. Do domu ze mna pojechal i odprowadzil pod blok. ot takie gupoty. Jako taki kontakt stracony zostal w dniu w ktorym to bedac w pracy zadzwonilam na jego cell i co sie okazuje? slysze obcy glos! ale nic.. gadam.. koles tez nie bardzo zczail kim to ja moge byc... w koncu sie zjaral i pyta czy chce rozmawiac z tym i tym... ja mowie ze tak. Noi stalo sie... powiedzial: "He doesn't have this phone no more." Kurwa zajebiscie. Podziekowalam, rozlaczylam sie. Lzy w oczach, nie wiem co robic. Wrocilam do pracy. Humor zjebany do konca nocy.
Ot taki epizod... myslalam ze sie skonczylo na dobre. fine w/ me.

Nie moge zebrac mysli... ok brne dalej.
Przerwa, od kwietnia, zero kontaktu. Nic sie nie dzieje. Ja nie mam numeru on nie dzwoni. Koniec to koniec.
Wyjechalam na wakacje. Odezwal sie! Mysle zastanawiam sie, zachodze w glowe "DLACZEGO?! o co chodzi?!" Wrocilam z wakacji. 3dni po powrocie dzwoni do mnie. Chce sie ze mna spotkac. Wacham sie. Po kilku miesiacach?! Dlaczego? Ale zgadzam sie. Umawiamy sie do kina, mam wolna sobote, mowi ze zadzwoni. OK. Sobota mija i nikt nie dzwoni. Mylse sobie, tak mialo byc, wszystko jedno. Niedziela, przychodze do pracy, mam na 17:00. Wchodze, katem oka widze go siedacego przy stoliku w rogu, ide dalej. Podchodze do S i mowi mi ze ON n mnie czeka, ide. Podchodze do sotlika i udaje zaskoczenie.
Ja: What happened yesterday?
ON: I lost your number.
Ja: Oh really? And what you gonna do about it?
ON: Can i have your number?
Ja: Yeah.
ON: ...
Ja: So you wanna write it down or something?
ON: Yeah, yeah.
Ja: You need a pen and paper to do that?
ON: do you have a pen? [wyciaga kartke papieru]
Ja: Yeah I do.
ON: ....
Ja: Yes?
ON: Can i please have your pen?
Ja: No, but u can use it.
ON: So can i please use it?
Ja: ..... [szukam w torebce... nie moge znalezc, mysle: kurde moze jednak nie mam pisadla?!.... po chwili znajduje dlugopis i podaje mu]
ON spoglada na mnie z wyczekwianiem.
Ja: yes?
ON: Can i please have your number?
Ja: [podaje moj numer]
On: Okay...
Ja: I gotta go to work.. it's 5.
On: Me too... i gotta go back to work.. i only came to get your number.
Ja: okay.
ON: i'll give you a call baby.
Ja: uh huh.

Schodze na dol. przebrana zaczynam prace, S mowi mi ze ON przyszedl i podszedl do niej i zapytal "Where's ****"[tu uzyl zdrobnienia od mojego imienia ktore uzywa moja rodzina i znajomi]- jestem w szoku, mowie : "S na pewno cos ci sie pomylilo, nie mogl tak powiedziec, skad mialby to wiedziec?" S upiera sie przy swoim stwierdzeniu.

Poniedzialek, dzwoni do mnie rano, umawiamy sie na 13. przyjezdza, czeka na mnie kolo mojego bloku, wychodze. idziemy do parku, siadamy na lawce i rozmawiamy.. o wszytkim i o niczym. co sie wydarzylo przez ten czas jak sie nie widzielismy. pytam o te historie z S. mowi ze sama mu kiedys powiedzialam. pamietal - mile. Jednak sluchal jakiejs czastki tego co mu mowilam. Pozniej zarowno on jak i ja do pracy musimy wracac.
Nastepnym razem znowu sie spotykam w parku. ten sam scenariusz. Rozmawiamy o tym czego sie spodziewamy od siebie nawzajem,. czy wogole chcemy byc razem. pytania na ktore ja najczesciej odpowiadam "I don't know."
Nie jest zle jest dobrze.
Nastepnym razem jak sie widzimy - it's a different story. Arrrrrrgh... Juicy ;>

~GEP~

community*extras