|
12.01.2004 :: 00:54 |
Spoken (4) |
Seen
172 it's official - I got issues
dokladnie za 14 dni prosze panstwa. czternascie marnych dni. ale to i tak niczego nie zmieni...
mam przeogromna ochote krzyczec az mi sil zabraknie. wrzeszczec na cale gardlo, az mnie sasiedzi z osmego pietra uslysza. [
czy ten blok ma az osiem pieter? czy moze tylko siedem? nie pamietam] bokiem mi juz to wszystko wychodzi.
B-O-K-I-E-M [
a moze wlasnie tak wygladaja pierwsze objawy oblakania? ciekawe...]
bedziesz mi tu drukowal ty skurwysynu, ale juz! no bo ja cie pierdole - ty nie drukujesz!
bo jestem wsciekla. zla. zrezygnowana. rozczarowana. rozgoryczona. bo wszystko nie jest
ladnie-pieknie, wcale a wcale. i tylko kolor wlosow oraz dziura na kolanie ulubionych spodni zadowalaja mnie dzis.
|
12.04.2004 :: 21:54 |
Spoken (12) |
Seen
173 anniversary...
nawet nie zauwazylam kiedy, a tu 11/27 minela rocznica od zalozenia tego oto pisadla mojego. na te okazje zmiana pics.
powoli wracam...
|
12.08.2004 :: 04:45 |
Spoken (9) |
Seen
slicker than your average
na uczelni nadal sajgon, ktory z reszta sama sobie sprawilam. termin goni termin. prace do napisania. ksiazki do przeczytania. chilami mam jakies porywy do nauki. ale tradycyjnie mija szybciej niz sie zacznie. wszystko mam na jednej czerwonej dyskietce. nieskonczone, ale jest. juz widze siebie jutro, walczaca z czasem, bede pisac jakis bullshit na art i historie. a jeszcze to a jeszcze tamto.
w niedziele spedzilam ponad 13godzin w pracy. nastepnie zjadlam ogromna ilosc tortu a na koniec przypieczetowalam wszystko dwoma drinkami. zwalilo mnie totalnie. dziekuje bogu za taxi. poniedzialkowy poranek byl dla mnie istnym horrorem. na mysl ze jutro po zajeciach bede leciala do pracy robi mi sie niedobrze.
tomatoes and green tea contain healthy antioxidants.
chyba przerzuce sie na POM juice bo przy moim stylu zycia oraz health & eating habits wykoncze sie przed 40stka.
chcialam napisac cos madrego, ale to nie jest w moim stylu.
odliczanie trwa prosze panstwa. pozostal rok i 7dni. damy rade!
a ostatni final exam mamy 12/22 [chyba].
nas//street's disciple
|
12.14.2004 :: 05:11 |
Spoken (9) |
Seen
such a beautiful, beautiful disaster...
moja ambivalencja czasami mnie przeraza. bo zdaje sobie sprawe z jej obecnosci. bo jesli jestem czegos pewna, to pod ty jednym wzgledem zawsze jestem
stuck in the middle. jak juz wydaje mi sie zeby isc w lewo, to znajduje powody aby isc w prawo. i nigdy nie mam dosyc, a to jest wiecej niz moge zniesc.
but I don't know what he's after...
za tydzien w srode bedzie po wszystkim. w piatek pierwszy egzamin 9-11:45am his231. lit230 w poniedzialek 5:30-7:30pm. a sroda wyglada nastepujaco: 8-10am psy101, 12-2pm art115, 4-6pm phi231.
przez chwile chcialam uniknac klopotliwej sytuacji i wybyc na swieta do Taty i Babci. ale tym razem bede musiala podjac decyzje i albo #1] powiem co mysle, #2] strasznie kogos zranie, badz tez opcja #3] bede udawala ze jestem nieznosnie mila.
nie bede tu pisala o tym co sobie kupilam, ile zaplacilam i gdzie, bo to rozmija sie z celem tego loga.
slucham nowego albumu
kelly clarkson //breakaway i stweirdzam, ze zasluzyla na te 4gwiazdki od AMG.
pe-es//12:15am 12/14/04:
dostalam exemption from his231 final// one down 3 to go [art'u nie wspomne w zwiazku z naglym natchnieniem]
//go shorty, it's ur birthday...//
|
12.18.2004 :: 19:43 |
Spoken (6) |
Seen
skittles
tak nazwalam moj zjebany komputer, ktory 4dni po moich dwudziestych urodzinach padl spektakularnie zabierajac wraz z soba moja skonczona prace na psychologie [ktora naturalnie zapomnialam na dyskietke zapisac]. 4strony poszly sie jebac prosze panstwa.
placzu i zlosci nawet nie wspomne.
swieta ida, cieszmy sie i radujmy... mam 4dni do egzaminow z psuchologii i filozofii... 4dni a ja nic nie zrobilam, poza placzem nad stracona praca na psychologie.
to be continued, when i come back after rebooting my machine...
|
12.20.2004 :: 19:48 |
Spoken (12) |
Seen
such a beautiful disaster... part II
w NY spadl snieg. czekaja mnie 3egzaminy i rzezba do skonczenia. a ja robie wszystko tylko sie nie ucze. spacja przy laptopie ozdrowiala i nie trzeszczy. muzyka i zdjecia poszly sie jebac.
[mam problem z napisaniem przedemna]. moje wlosy w koncu ukladaja sie tak jak ja chce.
w pracy dyskusje o tym kto z kim sie przespal no i kto z kim chcialby sie przespac.
jedyny powod dla ktorego nie moge sie wprost doczekac swiat to prezenty. te ktore sama wybralam i zapakowalam. nie moge sie doczekac reakcji osob ktorym, moim zdaniem, zakupilam idealne prezenty. dawanie jest o wiele bardziej satysfakcjonujace niz otrzymywanie.
merry x-mas ya'll...
jill scott //beautifully human: words and sounds vol.2
kelly clarkson //breakaway
nas //street's disciple
|
12.24.2004 :: 09:03 |
Spoken (12) |
Seen
"...your black boyfriend(s)..." //midnight conversations continued
w zwiazku z tym ze wolne dostalam jedynie dec. 25, postanowilam zachorowac dzis i zadzwonic do mojego miejsca pracy aby poinformowac ich o mym stanie. niech sie dzieje co chce. wigilia to wigilia nigdzie nie jade, zostaje w domu.
jednym minusem dawania komus prezentu jest to, ze osoba ktora obdarowalismy czuje sie zobowiazana obdarowac nas. a ja prezenty daje nie dlatego ze oczekuje cos w zamian, a dlatego bo chce.
dzis powrot do starych 'zamknietych' tematow. ciag dalszy rozmow niekontrolowanych. przyjemnie i przyjacielsko.
feels like home. brakuje mi taty i babci, oraz martwi mnie kto w polsce choinke ubierze? swiadomosc ze dwie tak bliskie mi osoby beda same w ten najwazniejszy wieczor w roku, sciska za serce i nie daje spokoju.
palce krzyzuje aby moja srednia pozostala taka jak jest 3.54// oceny powoli pojawiaja sie na transkrypcie. byle do stycznia.
never become lovers with your friends, because lovers will come and go, and friends will stay forever. frederick mark kramer
alberto taveras was my biggest high school crush ever//
wesolych swiat kochani :*
|
12.30.2004 :: 01:43 |
Spoken (6) |
Seen
thankful for relaxation, complication, hibernation and irrational seclusion, confusion, all my impurity and insecurity
tak to juz zwykle bywa gdy nachodzi mnie wena i chce pisac. prawdziwie i na temat. i wtedy wlasnie nie, dupa system szlag trafia i zostaje gryzac sie ze swoimi myslami. wkurwiona na wszystko i wszystkich o nic.
dzisiejszy dzien nalezal do pozytywnych. sporo nowosci. telefon dotarl z CA caly i zdrowy [wlasnie sie laduje], dzidzius Z. urodzi sie w lipcu, oceny na esims przyjemne zaskoczenie - 4xA i czekam. jednym slowem
ladnie-pieknie.
podsumowujac swieta:
rodzinnie, swiatecznie, cieplo i przyjemnie. prezenty byly. jeden dostalam od
the great bosses at turkuaz restaurant co rowna sie z bezrobociem. plakac nie plakalam, przejac sie nie przejelam, moj swiat sie nie zatrzymal w miejscu ani nie zawalil. poki co odpoczywam od wszystkiego; od szkoly, pracy, zycia. sypiam do pozna i jest mi z tym niewymownie dobrze.
//mysle o piciu goracej herbaty i cukierkach...//
namietnie grywam w pac-man'a online oraz blokuje napalonych panow na gg.