|
5.05.2005 :: 02:37 |
Spoken (7) |
Seen
I heard it's said the revolution won't be televised, but in the land of milk and honey there's a date you gotta sell it by, oterwise it just expires and spoils...
Wczoraj doswiadczylam cudu. Cud ow umocnil mnie w przekonaniu ze jesli bede 'odkladala nauke na pozniej' to jednak jakos sie to rozwiaze. Tylko tak dalej. W noc przed terminem oddania pracy, ja zamiast gryzc paznokcie i goraczkowo szukac informacji, spalam sobie spokojnie. Opuscilam mieszkanie rano z przekonaniem, ze nie pojde na zajecia z abnormal psych tylko bede zawziecie pracowac nad moja dziesiecio stronicowa praca. Wierzcie mi lub nie, ale praca sama do mnie przyszla
[podejrzewam iz to bylo cos na miare chwili w ktorej Edison rozkminil jak zarowka bedzie dzialac] istne oswiecenie. W mniej niz 30minut mialam gotowa prace. Teraz pozostaje jedynie modlic sie
[tudziez odprawiac tance plemienne] aby babka tej pracy nie czytala zbyt wnikliwie.
|
5.07.2005 :: 19:15 |
Spoken (8) |
Seen
u gotta get that dirt off your shoulder...
Jesli sie pewnych spraw definitywnie nie zakonczy, gdy nie powie sie tego ostatecznego KONIEC, bez wachania w glosie i pewnosci w oczach. Wtedy kazda, nawet najmnejsza i pozornie nie wazna sprawa, bedzie sie za nami ciagnac jak nowe piosenki J.Lo slyszane w radio. Za kazdym razem gdy ja slysze to wydaje mi sie ze te jej piosenki coraz dluzsze i gorsze. A kiedys mialam tak ze w miare jak czesciej czegos sluchalam to przekonywalam sie do danego utworu/artysty
[oczywiscie w granicach zdrowego rozsadku, np. do Britney sie juz nie przekonam].
Poza tym, to mam w zwyczaju wywlekac stare brudy w najmniej potrzebnym i odpowiednim do tego momencie. Nie sa to bynajmniej brudy z rodzaju takich co to maja na celu kogos pograzyc
[no moze jedynie mnie]. Sa to swego rodzaju wspomnienia, ani dobre ani zle. Po prostu sa i przypominaja nam ze sa, a raczej byly i ze nic juz tego nie zmieni. Dla mnie takie wspomnienia sa meczace i wywoluja we mnie wyrzuty sumienia i poczucie niemocy. A ja tak bardzo nie lubie gdy nie jestem w stanie czegos zrobic, gdy cos mnie blokuje. W tym wypadku taka blokada jest czas ktory minal, skasowane numery telefonow oraz zmienione adresy.
//beyonce - me, myself, and I
//dannii minogue - I begin to wonder (radio version)
|
5.10.2005 :: 06:34 |
Spoken (19) |
Seen
I really like to be alone with out all the ache and pain and the April showers...
Po kolejnym dniu spedzonym na robieniu doslownie
niczego, dochodze do wniosku ze chyba nic juz ze mnie ani mojej nauki w tym semestrze nie bedzie. A koniec jest juz tak blisko. Lenistwo to taka zabawna przypadlosc, na ktora zapadam zwykle pod koniec semestru wlasnie. Bo tak w pol drogi to calkiem dobrze bylo, widoki na przyszlosc obiecujace i wszystko ladnie pieknie. Tylko ten ostatni miesiac taki zawalony, zabiegany. Miliony mozliwosci, a zadna z nich nie ma na sobie etykietki NAUKA. Zwykle licze na cuda, staje sie przesadnie religijna no i odprawiam wszelkiego rodzaju rytualy wspomagajace moje szanse na zaliczenie etc., ewentualnie stwierdzam ze
mam to w dupie i kropka.
Boze drogi kto pozwolil 13-nasto letnim dzieciom wchodzic na Internet w/o parent's supervision?!?! Zal mi tych niczego(?) nieswiadomych(?) istot, no naprawde. Ja z racji ze w wieku 13-nastu lat nie mialam pojecia o Internecie, teraz moge uniknac wszelkiego upokorzenia zwiazanego z prowadzeniem pamietnikow itp., ktore dawno spalone tudziez w jakis inny sposob zniszczone zostaly. A te wszystkie kompromitujace elementy mojej przeszlosci sa jedynie w mojej pamieci, oraz naturalnie osob ich ze mna doswiadczajacych. A swoja droga to takie dzisiejsze 13/15-latki wygladaja sobie na o wiele wiecej lat, ubieraja sie jakby mialy o wiele wiecej lat i tak tez sie zachowuja. A ja myslalam ze jako pokolenie Czarnobylowe
[plus minus, bo Czarnobyl w '86 byl no a ja przeciez '84, ale szczepionke dostalam to sie chyba liczy, nie?] wyrozniamy sie, to teraz stwierdzam ze produkty post-1990 przewyzszaja nas swoimi gabarytami, arogancja i kto wie czym jeszcze. Co sprowadza mnie do osoby mojego brata. Tak, tak... posiadam tak-owego. Ma prawie 15lat, rodzicow jedzacych mu z reki, wiedze historyczna przewyzszajaca moja
[chociaz nie powiem ma to same plusy, za wyjatkiem mojej ciaglej depresji ze gowniarz wie wiecej i lepiej(!)], niezwykla pamiec do praktycznie wszystkiego oraz PS2 ktore podejrzewam ceni sobie bardziej niz mnie jako siostre. Ostatnio zauwazylam tez, ze dzieciak ma tendencje do sluchania mojej muzyki, co mnie naturalnie cieszy, bo innego gowna w domu bym raczej nie zdzierzyla. Podsumowujac postac mojego brata, stwierdzam ze przy odpowiednim szkoleniu mozna sobie wychowac dobre dziecko. Tylko jakos zupelnie nie wrazliwe. Chociaz tutaj waznym elementem moze byc odmiennosc plci.
//Rakim - The 18th Letter
|
5.14.2005 :: 03:41 |
Spoken (18) |
Seen
moving at the speed of life, we are bound to collide with each other.
Jeszcze nie widzialam takiego filmu, w ktorym byloby tyle prawdy. Nie tylko o mnie samej, ale o ludziach w ogole. O tym jakie zycie bywa niesprawiedliwe. Jacy my sami bywamy niesprawiedliwi wzgledem innych. Nieustannie oceniamy i jestesmy oceniani. Uzywamy slow, ktorych tak naprawde nie mamy na mysli, w ktorych idee nie do konca wierzymy. Mamy swoje ukryte pragnienia, ukrywamy sie za uprzedzeniami i czesto irracjonalnymi lekami. Mowimy innym ze ich rozumiemy, tak naprawde nie rozumiejac samych siebie, majac daleko w dupie problemy ktore nas osobiscie nie dotykaja. W afryce dzieci sa glodzone i torturowane, zebysmy mogli nosic markowe ciuchy i buty. Ludzie zarabiaja miliony na cierpieniu innych, oraz na naszej naiwnosci i przekonaniu, ze
tak naprawde to nie jest moj problem. Glosimy wszem i wobec, ze wszyscy ludzie sa rowni, nikt nie jest lepszy, ani gorszy; a w myslach i czesto slowach wyklinamy inne narodowosci. Szukamy sprawiedliwosci i placzemy jacy inni sa niesprawiedliwi wzgledem nas, szufladkujac ludzi po ich kolorze skory, kraju pochodzenia, czy akcencie z jakim wymawiaja i tak nic nie znaczace dla nas slowa. Gdy dochodzimy do punktu w ktorym cos lub ktos nas ruszy tak mocno i prawdziwie, ze w koncu zdajemy sobie sprawe z otaczajacej nas hipokryzji i plytkosci uczuc; wtedy mowimy sobie i innym o zmianie. O naszej nieustannej checi zmiany na lepsze. Czujemy to wszyscy, kazdy na swoj sposob; nawet jesli tylko jest to nieswiadome, jak jakies dziwne przeczucie. Jest to cos w nas, to co popycha nas do dalszych dzialan, podejmowania kolejnych krokow, ciaglego podazania do przodu. A co najzabawniejsze
(a moze najsmutniejsze?), nigdy do konca nie rozumiemy o co w tym wszystkim chodzi. Ciagle nam malo; chcemy wszystko czuc
blizej, mocniej i prawdziwiej. Niezwykle szybko i latwo zapominamy o tym co jest naprawde dla nas wazne. Przyspieszony puls i podniesiony poziom adrenaliny mylimy z miloscia i glebokim uczuciem. Jestesmy wsrod innych ludzi, tak naprawde samotni. Nie potrafimy mowic o tym co nas boli. Innych zbywamy machnieciem reki; odwracamy sie do nich plecami, a nastepnie oskarzamy o zdrade. Sami nie wiemy czego chcemy od zycia, innych ludzi, siebie samych i Boga, w ktorego gleboko wierzymy w trudnych dla nas chwilach. Na ulamek sekundy potrafimy byc tak bardzo humanitarni, ze automatycznie rozgrzeszamy sie z wszystkich bledow i wykupujemy bezwarunkowa miejscowke do nieba
(w ktore i tak dawno juz przestalismy wierzyc...).
//Jay-Z - 99 problems
//Black Thought; Pharoahe Monch; Kanye West; Talib Kweli - Guerrilla Monsoon Rap
|
5.23.2005 :: 16:16 |
Spoken (35) |
Seen
Begining to lose my integrity.
Slucham starych plyt i myslami jestem juz na wakacjach. A konkretniej w ich drugiej czesci, kiedy to jest juz po summer session, mam zaliczone
(mam nadzieje) STA250, slonce przyjemnie swieci w oczy a wilgoc otula polnagie ciala ocierajace sie o siebie w miejskim tloku. Czuje zapach plazy, ta specyficzna mieszanke nagrzanego piasku i slonej wody, czuje ten cieply powiew wiatru muskajacego rozgrzane cialo.
Jednak ponad wszystko to chce zeby ta sesja byla juz zakonczona. Wiem, wiem 3egzaminy mam juz z glowy, jeszcze tylko(?) 4egzaminy, 3dni... wtorek, czwartek, piatek... wtorek, czwartek, piatek. Doskonale wiedzac ze powinnam
study my ass off ignoruje notatki, ksiazki itp. Czekam, sama nie wiem na co.
//india.arie - back to the middle
//eric clapton - layla[live]
|
5.28.2005 :: 02:47 |
Spoken (20) |
Seen
and on the count to 3 everybody run back to your fantasy
Zabawne i smutne zarazem jest to, ze te wszystkie miejsca ktore kiedys wydawaly mi sie magiczne i jedyne w swoim rodzaju, dzis nie maja dla mnie wiekszego znaczenia. Wydaja sie takie normalne i pospolite. Gdy wracam do tych miejsc, widze zupelnie inne obrazy niz te ktore pamietam z przed lat. Wtedy wszystko mialo w sobie magie, tam zawsze musialo byc cos wiecej, moze tego nie widzialam, ale wierzylam ze
cos tam jest. A teraz... co sie stalo? Nie tylko mojej osobie, ale i wszystkim wokol. Wiem, ze nie jestesmy juz dziecmi, ze obowiazki, studia, praca, niekiedy i dzieci. Czy to ze dorastamy automatycznie oznacza zanik wyobrazni? Tej w najczystszej z form, bo oczywistym jest to, ze nadal mamy wyobraznie
(w lozku na przyklad).
Wracam do tych miejsc gdzie kiedys wyobrazalam sobie
co bede robic gdy bede miala 20lat? i nawet nie pamietam tego co sobie wtedy wyobrazalam. Ale chyba cos jeszcze we mnie jest z tamtych lat i tamtej naiwnosci. Idac tam, za kazdym razem mam nadzieje, ze jednak 10lat temu nie mylilam sie i jeszcze odnajde tam to co kiedys widzialam
(czy chcialam widziec), ale nie bylam w stanie uchwycic w dzieciece dlonie.
notes
Semestr zamkniety. Przezylam 7klas. Teraz pozostaje mi jedynie
keep my fingers crossed aby zobaczyc na transkrypcie
Spring 2005 - 6xA. Byloby fajnie. Fajnie jest tez pomarzyc...
(A nie mowilam ze nadal jest we mnie cos z tego naiwnego dzieciaka?) Tak tez przede mna wolne cale 9dni, a 06/06 zaczyna sie Summer session, w ktorej zdecydowalam sie wziasc udzial.
Chcialam jeszcze zauwazyc iz dwa wazne wydarzenia mialy miejsce w tym tygodniu. Po pierwsze REDS zdobyli puchar. Po drugie odbyl sie czwarty
(i ostatni) Summer concert @ BTW Middle School z udzialem mojego utalentowanego(?) brata. Jest dobrze, no. A i mam tez bilet!
//common - be