http://www.makepovertyhistory.org


20031112 2004123456789101112 2005123456789101112 20061234567891011122007123456789101112

200812345678

| 6.02.2005 :: 06:51 | Spoken (19) | Seen


More than the others, more than enough for me...

Wode pije kubkami, ograniczam kawe (powiedzmy) i obsesyjnie sprawdzam strone uczelni. Juz prawie wszystkie sa, oceny znaczy sie. Brakuje historii i chociaz mam wielka nadzieje na A, to zdaje sobie sprawe ze w calym tym szitowaniu na egzaminie, mogla mnie przejrzec. Jakos dewastujaco to sie nie odbije na mojej ocenie, ale na dumie na pewno, jesli by do czegos mialo dojsc. Bo ja wiem, ze lubie odbiegac od tematu, lawirowac pomiedzy zagadnieniami i faktami, co bywa zgubne (chociaz jeszcze sie to w mojej dwu letniej karierze studenckiej nie zdarzylo). Z jednej strony ulga ze poszlo tak a nie inaczej, a z drugiej zawod ze nie jest na full. Bo kazde A- jest dla mnie kleska gdy mam swiadomosc ze moglo byc A. Ale jak to ze mna bywa nie uczylam sie i liczylam na Bog wie co, badz tez w ostatniej rundzie dochodzilam do wniosku ze i tak dostane zla ocene i nie warto sie starac, albo najzwyczajniej nie chcialo mi sie. Dopadal mnie len i nie moglam sie zebrac do kupy zeby cos zrobic w kierunku ulepszenia siebie i swoich metod nauki. Moje ambicje sa niezwykle nieproporcjonalne do checi. Wiem, wiem doskonale co sobie pomyslicie, wszyscy mowia ze sie nie uczyli, a pozniej mowia ze zaliczone, a jak na A to przeciez bez nauki byc nie moglo, bo niby jak? A ja sie naprawde nie ucze, nie poswiecam wystarczajaco czasu na nauke. Wiem bo znam siebie i kazdego dnia wiem co robie (a moze tylko mi sie wydaje ze wiem?), szczegolnie zauwazylam spadek w aktywnosci w minionym semestrze. Potwierdza to jedynie stwierdzenie iz glupi ma zawsze szczescie. Bywa. Yes, I'm a fuckin' show off. So what?

Juz jutro bede miala bilet. Posiadanie owego bedzie mi przypominalo o zblizajacym sie nieuniknionym wyjezdzie. Spotkania ze znajomymi postaciami, krotkie rozmowy, palenie papierosow i imprezy nieplanowane, grille rodzinne, psy, babcia, dom rodzinny. Te wszystkie rzeczy, miejsca i ci wszyscy ludzie ktorzy jeszcze 4lata temu byli namacalnymi i aktywnymi czesciami/czlonkami mojego zycia. Niczego sie nie spodziewam, zauwazylam ze gdy mam jakiekolwiek oczekiwania to wtedy zawod jest tym bardziej bolesny. Wole nie myslec o tym co bedzie. Poki co mam przed soba 5dni wakacji i mase spraw zwiazanych z obecna egzystencja do zalatwienia; bedzie co ma byc.

Okazjonalnie nachodza mnie glupie mysli, ze chcialabym Cie spotkac, porozmawiac, zobaczyc Twoja reakcje. Czasami wydaje mi sie, ze szkoda ze to tak sie musialo(?) skonczyc. I chociaz nigdy tego nie przeczytasz (bo przeciez nawet jakbys trafil tu to nic tobie z tego, bo nawet polskiego nie znasz...), to pisze to bo sama chce pamietac. Bo zagladam do archiwum i wylapuje moje notki do ciebie i o tobie. Chyba tesknie do tamtych czasow, jak kolwiek by nie bylo, dobrze czy zle, pamietam wszystko dokladnie. Tylko ze teraz ja juz nie wiem kim ty jestes, ani kim byles. Czekam dnia gdy bede mogla powiedziec: I found somebody new.

//aaliyah - miss you :: I Care 4 U
//usher - u got it bad :: 8701

| 6.03.2005 :: 18:17 | Spoken (18) | Seen


as time passes I'm just keepin the faith, composing my thoughts, and rearranging my place, people ask I just tell 'em straight...

Juz mi sie nie chce czekac. Zastanawiac sie, miec jakies tam oczekiwania, myslec, gdybac, liczyc na cos badz tez kogos. Mam dosc ludzi ktorzy mysla ze mnie przejzeli na wylot i wszystko o mnie wiedza na podstawie kilku marnych informacji i gdzies-tam zaslyszanych plotek, ktore nawet nie sa bliskie prawdy. Kiedys nawet ze sie przejmowalam tym co inni o mnie mysla czy mowia, co powiedza, jak zareaguja. Co powinnam robic zeby nie mowili o mnie? Co powinnam robic zeby mowili? Jest mi wszystko jedno. Jesli to co robie jest na tyle wazne i fascynujace dla obcej mi osoby to prosze bardzo, niech mowia. Przypominaja mi sie wakacje w pl te sprzed roku jak i dwa lata temu. Musze byc calkiem wazna osoba skoro zaprzatalam umysly innych ludzi. Wszystko ladnie pieknie, usmiechy i pozdrowienia, a w gruncie rzeczy to ledwie odeszlam juz bylam tematem rozmow. Widzialam to jak mnie mierzyli wzrokiem, a jesli nie widzialam to czulam. Neither envy nor jealousy. Wszystko jedno, po tych spotkaniach czulam sie brudna i zdradzona. Bo Ci ludzie byli kiedys moimi przyjaciolmi i jadac na spotkanie tak tez o nich myslalam. Doczekac sie nie moglam. A w drodze powrotnej bylam jedynie przepelniona rozgoryczeniem i pytaniem co sie stalo? Odpowiedzi nie znalazlam. Ja rozumiem ze ludzie sie zmieniaja, ze ja sie zmienilam, oni sie zmienili. Ale skad te dziwne spojrzenia, rozmowa ktora sie nie klei? Ze ja niby mam lepiej i dlatego nasz stosunek od teraz bedzie look but don't touch? A gdybym powiedziala ze to nie tak, ze wcale nie jest jak w bajce?
I tak nikt by w to nie uwierzyl.

Rozmowa mamy z Picia:
M: A jakis dyplom w tym roku na koniec szkoly dostaniesz...?
P: A malo w domu dyplomow?

//the foreign exchange :: connected

| 6.07.2005 :: 20:02 | Spoken (9) | Seen


... ain't nuthin but sweat inside my hand so I dig into my pocket, all my money is spent, so I dig deeper but still comin up with lint...

Na dzien dzisiejszy Spring 2005 jest dla mnie jedynie wspomnieniem, swiezym i wyraznym jeszcze. STA 250 to moje nowe realia. Ale po kolei. wpadlam do sali naturalnie spozniona, zajelam miejsce w tyle, podnioslam glowe i ujrzalam profesora. Dobrotliwie wygladajacy, energetyczny starszy pan w spodniach dresowych, wyciagnietym podkoszulku i czarnych butach Adidas, jakby wyszedl przed chwila z gym'u. Gadke mial dobra, sprawil ze statystyki maja jakis tam sens dla mnie i ludzi w sali. Okazjonalnie przerywalismy jego wywody wybuchami smiechu na jego komentarze. Musze przyznac, ze ma pomysl na uczenie tego ochydnego przedmiotu, czytajac nam dane % wyciagniete z Glamour czy Cosmopolitan, te glupoty what men think of women? czy 79% of women think they look better clothed than naked. etc., etc.,.... wiecie o co chodzi. Podrecznik? Owszem. Cena? W granicach $15-20! Taniej nie bedzie, taka klasa to dream come true... Podczas gdy wszsycy siedzielismy zadowoleni z takiej klasy, prof. energicznie wymachujac rekoma opowiada nam co bedziemy sie uczyc, wchodzi do klasy kobieta i oznajmia nam ze to nie ten profesor. What the Fuck!?! Ten 'wlasciwy' to prawie 23letni Doctoral Program Student, o imieniu Gianni, ktory nie powiem ale rzeczywiscie staral sie jak mogl zebysmy go nie skreslali automatycznie. Co niestety dla niego stalo sie w momencie gdy wszedl do sali i oznajmil ze to on bedzie nas uczyl. Podrecznik? Tak. Cena? 103.98!!!!!!!!!!!!! Fuck! W tym miejscu dziekuje za amazon.com gdzie znalazlam ten sam podrecznik za $38.00 + $3.49S&H.

Z przyjemnych zdarzen to dzis znowu gramy w pilke, 1:1 ale lepsze to niz nic. Pozatym to chorobliwie unikam kawalkow w wyk. green day itp., atakujacych z nienacka w radio, wyciszajac (mutujac) glos. Ot, taki zwykly dzien. A poza tym to traskrypt juz mam uzupelniony. *Wiem, wiem znowu sie chwale. Tym pozytywnym akcentem kocze te notke, zyczac wam wszystkim zaliczonych egzaminow/sesji, milych wakacji oraz udanego odpoczynku.

//Rakim - New York (Ya Out There) :: The 18th Letter

| 6.09.2005 :: 21:55 | Spoken (12) | Seen


I'm spinnin' around... slow motion for me please.

Przez ten upal chyba cos jest ze mna nie tak. Mialam bardzo dziwny sen (z podtekstem). Krotko mowiac to mam fantazje o jednym z Starbucks barista, tego kolo JJay. Co ciekawe to po przebudzeniu nie wiedzialam kto byl glownym bohaterem snu. Tak tez zignorowalam ten sen jako jeden z tych glupich i bez sensu. Dopoki po zajeciach nie poszlam po moje iced-grande-caramel-latte, spojrzalam na 'mojego' cute bariste gdy podawal mi kawe, a on na mnie... i zdalam sobie sprawe ze to on byl w moim snie. Co najdziwniejsze to wydawalo mi sie jakby on wiedzial co mi sie snilo. Jak gdyby widzial to w moich oczach. To oczywiscie niemozliwe, a jednak dziwne. Z gory mowie ze nic z tego nie bedzie.

//pretty ricky - grind with me (dirty) :: bluestars
//gwen stefani - hollaback girl :: love. angel. music. baby.

| 6.11.2005 :: 18:52 | Spoken (10) | Seen


what we gotta do is make them see we got a good thing goin on...

Jest wiele powodow dla ktorych uwazam NY za wspaniale miasto. Latwosc poruszania sie po ulicach, ogromnie rozwienieta komunikacja miejska, sushi i McDonald's na kazdym rogu (co kto lubi), miliony atrakcji do zobaczenia i przezycia, Central Park i inne pomniejsze parki, moglabym tak wyliczac bez konca. To naturalnie nie zmienia faktu iz sa tacy ludzie ktorzy go nie znosza. Nieustajacy zgielk na ulicach, brud w mniej zadbanych okolicach i ten cholerny kontrast pomiedzy bieda i bogactwem. Bije po oczach i zaskakuje ze ludzie bezdomni, brudni, spoceni i zmeczeni, chodza ulicami ramie w ramie z ludzmi ktorzy moga sobie pozwolic na rzeczy o ktorych zwyklym ludziom nawet sie nie snilo. NY to wszystko co najlepsze i najgorsze, polozone na prawie ze jednej plaszczyznie, dzialajac urzekajaco na jednych, odpychajaco na innych. Pierwsze wrazenie jest wszystkim. Albo pokochasz to miasto, albo je znienawidzisz i bedziesz przeklinac dzien w ktorym sie tu znalazles/las. Niektorzy ludzie jadac do NY (i ogolnie do USA) popelniaja jeden wielki blad, a mianowicie z gory zakladaja ze jest to kraina cudow & dostatku. Ogolnie miewaja tez jakies wyimaginowane oczekiwania, do ktorych spelnienia potrzeba lat ciezkiej pracy; a przyjezdzajac tu, w sercu spodziewajac sie natychmiastowych rezultow spelnienia wszystkich marzen, zrazaja sie do tego miejsca. Przeklinaja je, bo przeciez nie jest tak jak mialo byc. A jak?

Nawiazujac do dziwnych snow, to poprzedniej nocy snil mi sie Sandro (znajomy barman), ktory probowal mnie zastrzelic, a i ja nie bylam mu dluzna. Akcja snu odbywala sie na 42ST Times Square Subway Station. Biorac pod uwage fakt ze w NY posiadanie broni jest nielegalne (chyba ze nalezy sie do Policji czy innej organizacji panstwowej o podobny charakterze), to zastanawia mnie skad JA mialam moja bron? Po Piatkowym kinie (Mr. & Mrs. Smith - powiem ze wg. mnie warto bylo wydac $10.75 na bilet - posmialam sie) stwierdzam ze moj sen byl zwiastunem tego filmu, aczkolwiek ja & Sandro nie jestesmy zwiazani wiezami malzenskimi - to dosyc smieszne, ze ze wszystkich moich znajomych, snil mi sie facet ktory jest gay. No ale, snow sie nie wybiera.

//the foreign exchange - brave new world :: connected

| 6.15.2005 :: 00:10 | Spoken (12) | Seen


I walk a mile with a smile, and I know I don't care where I am, but I know it's alright.

Jest tak goraco, ze pot splywa struzkami po plecach, i nie tylko. Lepka, sloncem rozgrzana skora, nie wymaga ubrania, ktore dzis jest jedynie kwestia przyzwoitosci, normy socjalne ktorych ani ja sama ani miliony innych ludzi w tym miescie nie smialoby zlamac. [Wychodzac z mieszkania na ulice nie zapomnij wlozyc ubrania - ciezko o tym pamietac przy pogodzie jak dzis...] Poruszanie sie po ulicach sprawia wiecej trudnosci niz zwykle. Okulary przeciw-sloneczne nie chronia tak jak powinny, pomimo ich obecnosci mruze oczy. Slonce pali, juz i tak zaczerwieniona skore i z trudem wdycham ciezkie powietrze.
Ogolnie to miasto dzis jest rajem dla zboczencow. Nocne fantazje odgrywane w bialy dzien w myslach na widok spoconych, skapo ubranych dziewczyn na dusznych i tlocznych stacjach subway'a.

Okres kalectwa uwazam za czesciowo zamkniety. Kontuzja prawej nogi ustapila miejsca zjaranemu cialu. Dzis drinkujemy na West Side. Dzis jest dobrze.

//natalie imbruglia - shiver :: counting down the days

| 6.18.2005 :: 00:14 | Spoken (17) | Seen


This is the life... the good life.

Zabawne jak to jest, ze jednego dnia moze Ci byc tak zle, ze az chce sie plakac; tak zle ze az sie rzeczywiscie placze, lezac w ciemnym pokoju sluchajac smutnej muzyki, identyfikujac sie z tymi przygnebiajacymi slowam, ktore calkiem niedawno nie mialy dla Ciebie wiekszego znaczenia. A kolejny dzien moze przyniesc tyle radosci i zadowolenia, ze chce sie skakac w gore wykrzykujac radosnie jak nam jest dobrze. Interesujace co? Bardzo, ale to bardzo nie lubie tych smutnych, zlych dni. Jeszcze bardziej nie lubie sie do nich przyznawac. Ale to wlasnie te zle dni w polaczeniu z tymi dobrymi, ktore po nich przychodza, sa tym co sprawia ze kocham to zycie, biore je takie jakim jest (a przynajmniej staram sie) i jestem wdzieczna za kazdy dzien; wszystkie wydarzenia, wszyscy ludzie ktorych mam okazje poznac. Wszystko to sprawia ze naprawde chce sie zyc, nie patrzac na to co bylo zle, na niepowodzenia, zapominajac o nich, moze nie tak szybko jakbysmy tego chcieli... a jednak.

I nigdy sie nie skarzylam ze nigdy mi nie powiedziala ze jest ze mnie dumna; i sie skarzyc nie bede, bo w zyciu sa wazniejsze sprawy niz skarzenie sie ze pogoda nie jest taka jaka bym chciala, czy kolor blyszczyku nie taki jaki sobie wymarzylam.

A od dzis oficjalnie jestem monday & friday morning coffee girl. Zadziwiam sama siebie, chyba sie z tym urodzilam.

//sade - king of sorrow :: lovers rock [wczoraj]
//jay-z - hard knock life (ghetto anthem) :: vol.2... hard knock life [dzis]

| 6.21.2005 :: 02:01 | Spoken (20) | Seen


This shit is bananas. B-A-N-A-N-A-S!

No i jestem ta coffee girl. Nie jest zle, bo jest dobrze. Laska ktora w piatek odeszla, pojechala do AZ nagrywac album, bo ja do jakiejs rockowej kapeli przyjeli i z pracy zrezygnowala bez namyslu. No bo kto by myslal majac taka okazje? Nawet jak nie beda wielcy, to co przezyje bedzie miala na wlasnosc juz zawsze.

Po cichu odliczam dni do pierwszego sierpnia. Jakby cos cudownego, magicznego prawie ze, mialo sie wydarzyc. Sie nie wydarzy. Nie wiem jakie sa statystyki, ale istnieje jakies-tam prawdopodobienstwo ze ten samolot moze nie doleciec. Aaaaaaa... tfu! tfu! Ja tego nie powiedzialam.

Przy piwie roztrzasamy wypadek z przed prawie roku. Kto komu zycie uratowal, gdzie i ile razy karetka sie zatrzymala, masaz serca ktory 'jedynie bol klatki piersiowej wywolal'... czyli wszystkie te kity ktore mi wciskal. A dzis kroluje Polska madrosc po szkodzie i inne takie, bo gdybysmy wiedzieli 10lat temu co sie nam dzis wydarzy, to pewne rzeczy bysmy zrobili inaczej, badz tez wcale bysmy ich nie zrobili. Zyj chwila(?) A dupa, bo przez jedna chwile dzis, mozesz umrzec jutro, nawet nie zdajac sobie z tego sprawy.


//2Pac - changes.mp3
//black eyed peas - don't lie :: monkey business

| 6.23.2005 :: 04:55 | Spoken (28) | Seen


Time after time.

Popoludnia spedzamy na piciu piwa, bieganiu po CP i inteligentnych rozkminkach na tematy polityczne zwiazane z Polska. Wyjazd jest juz tak blisko ze czuje ten zapach lotnisk i samolotow. W wyobrazni jestem w stanie przebyc te podroz, tam i z powrotem, tylko ludzi nie moge rozgryzc, reakcji. Zamiast mowic ze mam to wszystko w dupie, jest mi cholernie zle, nie mam pieniedzy i czuje sie poszkodowana przez los, chodze z usmiechem jak ta wariatka i jest mi z tym nieprzyzwoicie dobrze. Sny juz sie nie snia z taka intensywniscia jak tydzien temu, a przynajmniej nic w pamieci po nich nie zostaje. No i pol biedy bo zaczelam miec wyrzuty sumienia, ze sny w ktorych jestem bitch with an attitude wywoluja usmiech na mojej twarzy i ogolnie sprawiaja przyjemnosc. Tylko co zrobic gdy prawie wszyscy wokol narzekaja i skarza sie jak to im jest zle i jak ja mam dobrze i ze niby nawet sobie z tego sprawy nie zdaje. A pierdol sie, wiesz? Gowno, jesli nie nic o mnie wiesz... Ja staram sie glosno ani za czyimis plecami zycia mu nie komentowac. I'd appreciate it if you did the same thing. Tak wiem, los jest dla ciebie niesprawiedliwy, jest ci zle i nie masz sie do kogo zwrocic. Ale zastanow sie czy przypadkiem sam/a takiej to drogi nie obralas ktora cie skierowala w to miejsce gdzie czas mija powoli, ludzie sa zli, zarobki niskie, masz burdel, mice in the crib and roaches in the toasters*...? No tylko pomysl, nikt Ci noza na gardle nie trzyma.

Mam wypasny zegarek z cereal z postacia Plankton'a z kreskowki Sponge Bob, taki kiczowaty ale sprawil mi w cholere duzo radosci. Bo chodzi o te male, malenkie rzeczy ktore sprawiaja nam radosc i ja sie z nich dzis ciesze. Bo jesli dzis tego nie zrobie to niby kiedy? Czas mi ucieka, prawie ze przeplywa przez palce, a mam tyle rzeczy do zrobienia, tyle rozmow ktore powinnam i chialabym przeprowadzic. Czytam horoskopy w porannej gazecie i coraz czesciej kiwam glowa przytakujaco. Bo tym razem ktokolwiek zmyslil te pseudo-prorocze-przepowiednie trafil w moje zycie i w to co sie w nim obecnie dzieje. Wierze, ale tak bez przesady.

Shout-out to my girl mgr.L :*

[* credits]


//tina marie - sister final mix.mp3
//t.i. ft. nelly - get loose.mp3

| 6.29.2005 :: 20:08 | Spoken (13) | Seen


Being cute and sexy makes things much easier.

Tydzien minal mi niespodziewanie szybko. Od zakupow przez wyjazd az po dzisiejszy egzamin, jak we snie. Wymeczona i chyba raczej zadowolona jestem z tych ostatnich dni. Udalo mi sie nie oblac midterm z STA250 (wynikow jeszcze nie ma ale raczej dobrze poszlo), w koncu zobaczyc sie z Jorge, byc na JFK dwa razy bez zadnych poslizgow, wypalic 12plytek z muzyka i zdjeciami ze starego pc (a to niemaly wyczyn, albowiem stary pc byl zolwiem zolwi w swiecie pc), drinkowac kilka razy w tyg ale kulturalnie i bez zgonow, oraz zalatwic wiele innych pomniejszych spraw. Czasu braklo na internet (ale to dobrze), zdjecia i plaze (pogody nie bylo?).

Nagle ze skinny bitch czy po prostu (white) bitch awansowalam na princess(?!), w zwiazku z czym starsi panowie ogladaja sie za mna lubieznie na ulicy, przystojni (i pewnie zonaci) strazacy wesolo pogwizduja, a kierowcy nie wyrzucaja z siebie serii przeklenstw gdy przebiegam im ulice juz na czerwonym swietle. W miescie znowu nie ma czym oddychac, powietrze jest geste i lepkie, co tez niestety przypomina ze nie wszyscy pamietaja o codziennej higienie (bleh) i nieraz tlok w subway'u jest nie do zniesienia, jak gdyby ta okropna pogoda nie wystarczyla. Bycie coffee girl podoba mi sie coraz bardziej. Niestety liczba swirow z ktorymi musimy miec do czynienia na codzien zdecydowanie przewyzsza nasze napiwki.

A w pl bede 08/02 i bedzie dobrze. W planach 3tygodnie picia.

//50Cent - Just a lil' bit :: Massacre
//The Game ft. 50Cent - How we do :: The Documentary

community*extras