|
8.02.2004 :: 03:36 |
Spoken (10) |
Seen
138 If I want to
Mowiac ogolnikami to zapowiada sie dosyc agresywana i negatywna notka. Jestem zla na wszystko i na wszystkich. Na caly swiat. Bo to wszystko jest takie niesprawiedliwe, takie pogmatwane. Nie lubie chodzic na skroty.
Live your life to the fullest - takie shit'y. Ale nie, nie, nie. Sa granice. Kurwa sa. Jestem zla. Bardzo zla. Nie potrzebuje pomocy, zrozumienia, litosci czy uzalania sie nade mna. Jedyna rzecz jakiej potrzebuje to..... sama nie wiem czego potrzebuje. Wyprowadzic sie? Zniknac? Uciec? Wziazc tych 7tysiecy i i zaprzepascic rok studiow? Ucieczka nigdy nie jest rozwiazaniem, jedynie odroczeniem rozprawy ktora i tak jest skazana na niepowodzenie. Bo gdy uciekamy to tylko od przegranych spraw. Gdy czlowiek widzi ze sukces jest blisko to zostaje tam gdzie jest i niecierpliwie czeka konca. Nie tak, oj nie tak, mialo byc. Nie wiem jak mialo byc, ale wiem ze nie tak. Chociaz niczego nie zaluje, to czuje sie tak jakbym zostala oszukana przez najlepszego przyjaciela. Dowiedzialam sie tez dzis waznej rzeczy - rodzina to nie organizacja charytatywna - remember not to forget about that.
W glosnikach: sexy Mario Winans. A powaznie zastanawiam sie nad Angie Stone.
Z cyklu moich obserwacji: dzis pieluchy lecialy z okien ze zdwojona iloscia. Tak, tak... w drodze do domu mijam taki blok z ktorego spadaja takie urocze bomby w postaci niemowlecych pieluch [zuzytych, naturalnie] bleh, bleh, bleh.
To wszystko, wszystko to... sprawia ze jest gorzej niz byc powinno, niz by sie wydawalo. Ale dam rade. Zawsze tak bylo, dlaczego teraz mialoby byc inaczej? Przewraca mi sie w glowie od nic-nie-robienia. Zapach papierosow sprawia ze robi mi sie niedobrze. Mam ochote sie napic. Wychodze... do kuchni.
~GEP~
|
8.06.2004 :: 05:26 |
Spoken (15) |
Seen
139 More and more
bylismy w kinie na 'the bourne supremacy' - w zwiazku z tym ze przeczytalam ksiazke r.ludluma, stwierdzam iz film nie umywa sie do ksiazki. ale oglnie to calkiem sympatyczny. tym razem damon jakos lepiej zagral jason'a.
kolejny wypad do kina na
'little black book' z brittany murphy, a pozniej
'collateral' z j. foxx, t. cruise oraz j. pinkett smith.
kombinuje i kombinuje. jedna lazienka byla w pelni wyposazona, ale jednak kolor sie nam nie spodobal i zmienilysmy zdanie. dzis juz jednak zakupione zostaly kolejne elementy i jest kul. w sobote przeprowadzamy sie - nareszcie! poki co: piwo, tv, duzo duzo muzyki i zakupow. plan na jutrzejszy ranek: poczta, a nastepnie zakup tej wymiatajacej torby BabyPhat [musze z czyms chodzic na zajecia nie?]. zakup ciuchow juz mnie nie kreci, jak to stwierdzila Agnieszka
juz sie wykupilas - lol. mysle o angie i o Joe. oj mysle, mysle...
Jest fajnie. Fajnie jest. Naprawde jest.
~GEP~
|
8.16.2004 :: 16:09 |
Spoken (4) |
Seen
140 do i really like that?
Panowie od construction zaczynaja sie tluc wczesnie rano. Nie, nie, nie,
you didn't wake me up! Pytanie retoryczne:
co ja mam niby robic? Telefon szlag trafil. A raczej zaluje ze tak sie nie stalo. Mialam ochote cisnac nim o sciane, ale wolalam nie,
these are brand new walls!!! W tle usher mi spiewa, ze bedzie mial dziecko z inna. A co mnie to obchodzi? Co? No co?!
Nowe lampy stoja na swoich miejscach i oswietlaja pokoje. Z wyjatkiem tego jednego, no.
co za niedorzeczny pomysl zeby sluchac radia przez internet. Bo ja mam nowy internet. Chce ktos moze pozyczyc go ode mnie? Bo teraz internet mozna nawet od kumpli pozyczac. Aha.
Pada deszcz a panowie chill out'ujacy po drugiej stronie pod drzewkami nic sobie z tego nie robia. Sztuka jest taki bezwarunkowy chill out.
A wlasnie, wlasnie, gdy tak pada, to sobie przypominam jak to fajnie bylo. Bo bylo fajnie. Bylo.
I love you, and you don't love me. Why? Tylko ze ja nie chce wiedziec why. I nie chce wiedziec dlaczego chcesz zebym przyjechala. Nie chce, nie chce, nie chce. Nieeeeee. A tak w ogole to juz to zostaw, slyszysz? Zostaw to juz. Ja zostawiam, bo glodna jestem. Jestem glodna i bede sluchac Outcast
i'm sorry ms. jackson, i am for real, never meant to make your daughter cry, i apologize...
A tak w ogole, to znalazlam wyjebana stacje radiowa przez internet i sie podniecam. A slyszal ktos
LL Cool J 'Headsprung'? Jest kul, very kul - uh huh.
~GEP~
|
8.17.2004 :: 13:25 |
Spoken (11) |
Seen
141 911 - Why?
Nigdy nawet mi przez mysl nie przeszedl wlasnie taki scenariusz. Zawsze gdy budzi mnie w srodku nocy, wiem ze nie moze oznaczac
niczego dobrego. Czy my naprawde mamy az tak malo problemow?
Dlaczego? Staram sie to zrozumiec, ale moj umysl nie jest w stanie tego ogarnac. Jesli to ma byc jakas lekcja to jej zupelnie nie rozumiem. Juz bym predzej zrozumiala chemie czy fizyke, niz to co sie teraz dzieje. Jesli kiedykolwiek czegos nie rozumialam to w tej chwili znalazlam sie w punkcie totalnego oglupienia. Bo w ogole nie rozumiem tego co sie stalo.
Dlaczego? Od razu do glowy przychodza te ostatnie dni spedzone razem. Bo ja moglam sie wtedy inaczej zachowac. Tylko czasu sie cofnac nie da. Bo niby wszystko w porzadku, a jednak wszystko sie zmieni.
Teraz.
To jest takie dziwne uczucie, z pogranicza oblakania i rozpaczy, bo ja sie
boje prosze panstwa. Bo kazdy moze miec jakis atak czy zawal serca, ale nie moj tato. Jak? Dlaczego? Wszyscy sobie moga miec zawal serca ale nie on. Nie, nie, nie. Nienawidze tych telefonow po 4 rano. Nie znosze tego. Nigdy jeszcze nie wynikalo z nich nic dobrego. Absolutnie nic.
Kiedy jest tyle spraw do zalatwienia, ja sie rozsypuje. Wszyscy moga mi mowic ze jest dobrze, ze bedzie dobrze, ale ja wiem swoje. Wiem, ze to nie koniec swiata. Ale dla mnie to wlasnie zmierza w tym kierunku.
Koniec swiata. No i co ja mam teraz zrobic? Nawet nie moge pojechac i go zobaczyc.
U mnie dzis nastroj jak u
Pe., tylko bez trzaskania drzwiami.
~GEP~
|
8.19.2004 :: 07:11 |
Spoken (7) |
Seen
142 Sit back and live life high with the best of shit
Skladajac to wszystko w jednosc. Zespalajac ze soba wszystkie te drobne kawalki. Zycie jest jedna wielka reakcja lancuchowa.
Dzis ciesze sie ze tata zyje. Nawet nie chce myslec o tym, ze byla to kwestia sekund. Do dzis w glowie mi sie to nie miesci. Dziekuje za masaz serca,
elekrowstrzasy, przekupnych lekarzy, silna wole taty, jednym slowem wszystko to co spowodowalo ze przezyl. Bo ja jestem jeszcze jego dzieckiem i chociaz nie okazuje tego tak jak powinnam, to jest mi potrzebny. Jest mi tak bardzo potrzebny.
~GEP~
|
8.20.2004 :: 17:18 |
Spoken (11) |
Seen
143 neon blue plastic against my wrist makes me feel good
slonce swieci dzis tak jasno. wilgotnosc sprawia ze jest mi niedobrze a zamiast wlosow mam piora. kto byl w NY wie o czym mowie. szlag moze czlowieka trafic. pije druga poranna kawe. czuje zapach mojego
papaya body butter i czuje sie znakomicie. zostal mi tydzien do pierwszych zajec. nie wiem czy mam sie cieszyc, ze wreszcie bede miala czym zajac umysl, czy plakac? zakupy poprawiaja samopoczucie. w moim przypadku juz chyba nie. ten moment upajajacej satysfakcji posiadania jest gowno wart. nie chce zadnej z tych rzeczy, juz nie. chce poczuc ze wszystko jest dobrze. ze jest stabilizacja. ze nie musze sie bac, ze w jednej chwili strace tych ludzi na ktorych najbardziej mi zalezy. ludzie na ulicy wykrzykujacy niezrozumiale dla mnie slowa. jest jedno zdjecie na lodowce ktore sprawia ze nie mam juz sily i lzy same leca po policzkach. na tym zdjeciu wszyscy sa usmiechnieci. urocza twarz malego chlopca, ktory mocno obejmuje mezczyzne ktory trzyma go na rekach.
szczescie jest pojeciem wzglednym. bo moge wygladac na szczesliwa, a w srodku tkwi we mnie ten smutek, ktory sciska za serce i nie chce nawet odrobine popuscic.
co robic, gdy budzenie sie do rzeczywistosci jest najgorsza czescia dnia? bo pierwsza mysl jaka przychodzi do glowy to wlasnie ta, ze wszystko sie zmienilo i to wcale nie na lepsze.
balagan w moim pokoju odzwierciedla to co dzieje sie w moim zyciu.
dziekuje wszystkim Robaczkom, za wszystko.
~GEP~
|
8.22.2004 :: 02:25 |
Spoken (12) |
Seen
144 swallow purple terror candy, don't forget to breathe...
slucham natalie imbruglia i pomalu osiagam ten stan wzglednego spokoju i wyciszenia. otacza mnie tylko jej glos i zapach
mandarin peel z serii
The Body Shop home fragrance oils. moglabym tak trwac sluchajac jedynie natalie oraz wdychajac ten jeden zapach.
It came on like a hurricane
And I don't understand
And it moved me like a slow dance
Still I don't understand
It pushed me like a tailwind
And I don't understand
And it came in through the back door
And I don't understand
Still I don't understand
It picked me like a cherry
And I don't understand
And it killed me with the craving
Still I don't understand
It thrilled me to starvation
And I don't understand
And it stripped me ugly naked
Still I don't understand
No I don't understand
znacie to absurdalne uczucie radosci gdy deszcz przesiaka ubranie i splywa swobodnie po calym ciele? rozmazany tusz, blyszczace oczy, oblakanczy usmiech na twarzy - tak, jeli ktos dzis widzial takie to zjawisko w zielonej koszulce z rozowym napisem
Aeropostale i wytartych jeans'ach, to widzial wlasnie mnie. a do tej pary pod parasolem, ktora tak dziwnie na mnie spogladala:
moze i zmoklam, ale czulam sie z tym bardzo dobrze, na pewno lepiej niz wy z waszymi zdegustowanymi minami na widok deszczu. nic dodac, nic ujac.
~GEP~
|
8.23.2004 :: 07:42 |
Spoken (6) |
Seen
145 what is this, numbers in your pocket? I remember when you used to throw those things away...
nie zaluj w zyciu niczego. staram sie jak moge, ale tak ciezko jest zapomniec o tych chwilach, decyzjach, ktore przyczynily sie do balaganu w moim zyciu i uczuciach. tylko czy gdybym tego wszystkiego nie zrobila tak jak zrobilam, to czy bylabym taka jaka jestem? czy to by zmienilo sposob w jaki mysle? kocham? zyje? pozadam? wymagam? obdarowuje? pomagam? zadam? czy bylabym ta sama osoba?
who's gonna love me for the person that I am? who's gonna understand that sometimes i take things too far? whos gonna be there for me when the times are good and when they are bad? whos gonna love me? [inspirowane 112 'love you like i did']
sluchajac starych
em.pe.trojek wracaja wspomnienia. wiesz, kazda piosenka wiaze ze soba jakies wspomnienie, zapach, osoby. to wszystko co mnie otaczalo kiedys. ci wszyscy ludzie ktorzy pojawili sie w moim zyciu. jedni na dluzej, inni znikneli rownie szybko jak sie pojawili. stracone szanse, stracone przyjaznie. co by bylo gdyby? gdybyn nie odepchnela od siebie pewnych osob? czy moje zycie wygladaloby inaczej? czasami zaluje tego, ze odepchnelam te osoby. tylko czy nie lepiej zabic cos w zarodku jesli wiadomo ze jest skazane na niepowodzenie? czy tez lepiej jest przezyc rozczarowanie?
tupotanie i tluczenie towarzyszy mi dzis caly czas. w domu za sprawa sasiadow z gory. poza domem za sprawa wszelkiego rodzaju pojazdow itp. ta mala zydowska dziewczynka w subway'u linii D byla dzis niezmiernie... rozdarta. chalas i chaos towarzysz mi na kazdym kroku. nie ogladam tv, nie slucham radia, nie czytam gazet. w piatek znowu bede studentka i zaczne uzywac mojego umyslu do innych, wyzszych celow niz rozwazanie przy porannej kawie co na siebie dzis wlozyc? wydaje nieprzyzwoite sumy, w pelni swiadoma ze konto sie kurczy a nie rozrasta. glupawo licze na to ze bede pracowala i bedzie lajt. bo to wszystko mialo sie ulozyc inaczej.
different. slightly different. bo mielismy byc razem. bo ja mialam nie myslec o nikim innym, nie o nim. nie. bo to przyjaciel. bo mialam byc wlasnie z toba. mialam plan. plan byl taki, ze ja mialam zostac agentem, a ty miales dalej pracowac w studio. bo z czasem mialo byc normalnie. bo mielibysmy dzieci, z mocnymi kreconymi wlosami i ciemna skora. mialy byc takie sliczne i madre. i gdy zabralabym je do polski na wakacje to zbulwersowalabym wszystkich na wsi. ale nie przejelabym sie tym w ogole bo mialabym ciebie i nasze dzieci. bo byloby tak cudownie. wiesz? ale jednym zdaniem zniszczyles moj plan. jedno twoje stwierdzenie sprawilo ze poczulam sie zdradzona. nawet nie wiem czy mnie kiedykolwiek zdradziles. nie obchodzi mnie to. chociaz powinnam sobie test zrobic, bo jesli bylo tak jak sugerowales to wszystko jest mozliwe. tylko wiesz co? ja ciebie nie kochalam. moze wydawalo mi sie ze tak jest. tak bardzo chcialam wtedy kogos kochac. i pojawiles sie ty, a ja naiwnie myslac ze cie kocham tkwilam w tym wszystkim snujac plany, udajac ze nie widze tego czym nasz 'zwiazek' byl. wiesz czym byl? niczym. ja tylko bylam zbyt samotna i spragniona bliskosci drugiego czlowieka, zbyt oduzona seksualnoscia tego wszystkiego, by widziec to co najwazniejsze. ze to nie jest milosc. ale wiesz, nie zaluje zadnej z tych 'naszych' chwil. kazda z nich czegos mnie nauczyla. wiesz co jest gorsze od nas razem? to ze ktos kogo [chyba tym razem naprawde] kocham, nie odwzajemnia tego uczucia i nawet nie jest blisko.
tak troche bez ladu czy skladu ale poki co musi wystarczyc. rozmawialam z tata, stwierdzil ze zemdlal. dziekuje wszystkim bardzo.
That day, That day What a mess what a marvel
I walked into that cloud again And I lost myself
And I'm sad, sad, sad Small, alone, scared
Craving purity A fragile mind and a gentle spirit
That day, That day What a marvelous mess
This is all that I can do I'm done to be me
Sad, scared, small, alone, beautiful It's supposed to be like this
I accept everything It's supposed to be like this
That day, That day I lay down beside myself
In this feeling of pain, sadness Scared, small, climbing, crawling
Towards the light And it's all that I see
And I'm tired and, I'm right And I'm wrong And it's beautiful
That day, That day What a mess, what a marvel
We're all the same But no one thinks so
And it's okay And I'm small and I'm divine
And it's beautiful And it's coming
And it's already here And it's absolutely perfect
That day, That day When everything was a mess
And everything was in place And there's too much hurt
Sad, small, scared, alone And everyone's a cynic
And it's hard and it's sweet But it's supposed to be like this
That day, That day When I sat in the sun
And I thought and I cried Cause I'm sad, scared, small
Alone, strong And I'm nothing and I'm true
Only a brave man can break through
And it's all okay Yeah, it's okay
natalie imbruglia - that day
pe-es
zamiescilam ksiege gosci, nie wiem na jak dlugo, ale jest.
~GEP~
|
8.24.2004 :: 08:17 |
Spoken (10) |
Seen
146 build your castle with bricks, not sand
kos sie dzis zbulwersowal. zbulwersowal, ze pije piwo sama. ale co ja mam robic jesli nic innego mi nie pozostalo? wszyscy [z wyjatkiem mnie] sa w polsce. tata wyraznie probuje przkeonac wszystkich ze nic mu nie bylo. zupelnie nic sie nie stalo. ja wiem swoje i nie wierze. ja sie martwie. moze i martwienie sie jest jedna z kobiecych cech. ale jak ja mam reagowac na to wszystko? poprzednia notka uswiadomila mi, ze jednak Rob nie jest jeszcze zamknietym rozdzialem. Czasami zastanawiam sie co bym zrobila gdybym go nagle zobaczyla na ulicy? Czy przeszlabym obok obojetnie? Czy bym sie zatrzymala? Co on by zrobil? Z serii 'co by bylo gdyby'?
What if?
Gdybanie jest niesamowicie nieproduktywne. A ja coraz wiecej czasu spedzam na
onet.pl wygadujac glupoty. Siedze do pozna, oczy sie same zamykaja. Kazdy poranek jest coraz ciezszy. Coraz trudniej jest mi wstac z lozka. Te chwile zapomnienia pomagaja, jednak w zaden sposob nie zmieniaja stanu rzeczy.
Jest tyle rzeczy o ktorych musze myslec, pamietac. Rachunki do zaplacenia, czeki do wypisania, listy do wyslania, poczta do odebrania.
Nawet jesli wydaje nam sie, ze cos juz jest dawno za nami. Zapomniane, to czasem potrafi to wrocic do nas ze zdwojona sila, zwalajac z nog. Pozostawiajac ten nieprzyjemny posmak kleski w ustach, ktore spragnione zemsty wykrzykuja slowa, ktore pomimo swojej wulgarnosci niczego nie zmienia, ani nie pomszcza wyrzdzonych krzywd.
One day I made up my mind, to get away. Ale to ciagle we mnie siedzi, nadal jakas czastka mnie tam jest. Mysli natretne jak mucha wracaja choc sa tak usilnie odganiane, z taka zawzietoscia.
Dzis byla pralnia na West, piwo na East, zakupy na 34th Str. Herald Square w Victoria's Secret.
[Did you know that white bra's dont come in size 32A!?!? Small boobs require less support, that's why i pay less. Smaller boobs, smaller bills. Yeah, yeah, yeah, yeah. Yeah, yeah, yeah, yeah.] Byla sylvia i byly jaja na necie. Tak chill-out'owo bylo. A teraz jest
Grolsch i Brandy i dobrze mi tak. Tak mi dobrze. Polecam
Brandy feat. Mase 'Top of the World.' Tak w ogole to polecam Brandy przed, w trakcie, oraz po 'Moesha.' Polecam.
~GEP~
|
8.25.2004 :: 17:23 |
Spoken (14) |
Seen
147 because the dishwasher wasn't wrokin' properly
wylegiwanie sie w lozku do 10 jest kul. wszystko to co dzieje sie pozniej ni to ciekawi ni weseli. wypisywanie glupot na onet.pl po polnocy wchodzi mi w nawyk. nalog moznaby rzec. niecirpliwe oczekiwanie na swiezy kubek, oj przepraszam filizanke, kawy. nie mam juz zadnych kubkow, dluga to historia.
uhmmm... kawa, kawa, kawa...nie potrafie dnia bez niej zaczac. bo dla mnie dzien bez kawy jest dniem straconym.
monday, tuesday, wednesday, thursday, friday... czy to naprawde juz tak szybko mi zlecialo? po jutrze o tej porze juz bede siedziala na zajeciach. nastepnie czeka mnie przeprawa w fin. aid office, a pozniej zatloczony bookstore, o ile beda juz przyjmowali book vouchers.
chce znow poczuc ten szalony ped. termin goniacy za terminem. bo juz mnie meczy nie myslenie, wegetowanie. bo jak nie mysle to nie zyje w pelni, czyli wegetuje. chce znowu byc tak zabiegana i zajeta zeby nie miec czasu tu zagladac. zeby rzucac notki pol-slowkami, ze jestem, ze zajeta, ze uwielbiam, ze nadrobie, ze wroce... wiem ze bede klnac na to jak juz tak bedzie, ale przynajmniej swiadomosc robienia czegos konstruktwnego bedzie zrodlem mojej satysfakcji.
i ain't no crowd-pleaser.
~GEP~
|
8.28.2004 :: 16:36 |
Spoken (5) |
Seen
148 virus of the mind
panowie od chill-out'u maja problem. jeden z ich rekwizytow do chill-out'owania wzial sie im zepsul. ale oni chyba wiedza co robia bo maja skrzynke pelna narzedzi i juz jeden z nich naprawia i cos przy tym kreci.
pobudka o 7am. w sobote to graniczy z cudem zazwyczaj. dzisiejszy poranek wprawil mnie w stan zadumy i obrzydzenia. kawa pomogla ale tylko czesciowo. co jak co, ale nawet ukochana kawa nie zaradzi temu co w sercu boli...
wczorajszy dzien byl nad wyraz udany. na uczelni wszystko poszlo szybciej i przyjemniej niz myslalam. tylko jeden problem mam 6 ksiazek do lit231! widze juz tradycyjnie sie tu skarze...hyh. ale, ale, jest i dobra wiadomosc, bo tato juz jest w domu, wszystko ok, teraz tylko jeszcze 3tyg w sanatorium i kul.
sa dalekosiezne plany. tylko ja sama nie wiem co o tym wszystkim myslec. raz mam ochote skakac w gore, machac rekami i krzyczec 'tak! tak! tak!' a innym razem mowie stanowczo i zdecydowanie (?)
NIE! jak to jest ze wyciagajac te wszystkie obrazy z pamieci, mysli i slowa, chce i jednoczesnie nie chce?
~GEP~
|
8.29.2004 :: 08:02 |
Spoken (6) |
Seen
149 split personality
wazne numery zapisuje na rozkladzie jazdy autobusow M96, kory bez wzgledu na wszystko mam zawsze w torebce. moj
bulk mail folder na
yahoo.com zapelnia sie szybciej niz jestem w stanie go oproznic. sprawdzam poczte co piec minut i ciagle nic.
nic. nic. nic. to moze oznaczac wszystko, albo nic. tylko ze calkiem mozliwe, ze wina, problem tkwi we mnie. w mojej podejrzliwosci. bo zawsze szukam czegos, co daloby mi znak ze to nie tak, ze ide w zla strone. a moze ja przesadzam? nie wiem, co o tym myslec. nie chce o tym myslec. bo wyrzuty sumienia sa ogromne. w miare jak wskazowka zegara zmieniala swoje polozenie i tym samym przyblizala mnie do godziny zero, ja popadlam w jakas absurdalna panike. ide spac, moze jutro rano wszystko bedzie wygladalo lepiej? moze jednak nie zaprzepascilam wszystkiego? chodze i gadam glupoty az robi mi sie niedobrze na mysl o samej sobie. wiem ze nie powinnam, a jednak... dobrze jest znowu chodzic na zajecia. bardzo dobrze.
~GEP~
|
8.30.2004 :: 18:25 |
Spoken (5) |
Seen
150 take my chances
spie na brzuchu z glowa zwrocona w kierunku sciany. wlosy rozrzucone na poduszce i ramieniu na ktorym trzymam glowe. sciana jest biala, oparty o sciane siedzi
misiu - ostatnia rzecz jaka dostalam przed wyjazdem z pl ponad 3lata temu. jest mi tak dziwnie niedobrze, jakas niepewnosc we mnie wstapila. sama juz nie wiem jak to jest i jak to bedzie.
take all the chances given to you. czasem przez swoja niepewnosc i podejrzliwosc nie robie tego. rezygnuje, boje sie podjac to ryzyko. przeciez we wszystkim co robimy istnieje jakies ryzyko. tylko ze nie w kazdej sytuacji jest tak, ze ta gorsza opcja moze wyjsc na dobre. zliczajac wszystkie za i przeciw, rezygnuje. odrzucam te szanse ktore sa mi dane. nawet nie sprawdzajac jak by to bylo. po prostu rezygnuje. a pozniej mam wyrzuty sumienia. wielkie. okropne i straszne. nie daja mi spokoju. przesladuja mnie w dzien i w nocy. a nawet jesli chce to naprawic, to niestety druga szansa nie jest mi dana. bo gorzej jest zawiesc kogos kogo dopiero sie poznaje niz przyjaciela. bo w przyjazni chodzi o wybaczanie tez, przyjaciele znaja cie i wiedza ze jesli raz ich zawiodles, to zrobisz wszystko zeby sie to nie powtorzylo. w moim przypadku pozostaje mi jedynie pogodzic sie z sama soba i zostawic wszystko tak jak bylo. to juz nie pierwszy raz, ze rezygnuje z czegos o czym nie mam pojecia. nie wiem jak dobrze moloby byc, bo boje sie ze mogloby byc zle. a przeciez nie musi tak byc? teraz juz tylko mi odwagi potrzeba, bo lekcja pokory przyszla sama, uderzyla mnie z taka sila, ze pozbierac sie nie moglam. zapamietam ja do konca zycia.
czasem trzeba schowac dume do kieszeni i probowac, probowac jeszcze raz. tylko co robic gdy nie ma zadnego odzewu z drugiej strony? co robic gdy czuc w ustach niesmak spowodowany wlasnym zachowaniem, wlasna glupota? przyznac sie do bledu to polowa sukcesu, probowac go naprawic to juz inna sprawa. tylko co jesli proby okazuja sie nieowocne? co robic gdy probujac cos naprawic, nic nie wychodzi? jak zwykle za bardzo sie przejmuje i wszystko roztrzasam. za duzo mysle i mowie. kazda kolejna proba jest testem, kazde kolejne rozczarowanie jest kleska. nie wiem czy warto dalej probowac. do nie dawna nie mialam pojecia jak szybko mozna zmienic swoje ukierunkowania odnosnie rzeczy waznych w swoim zyciu. ale, jak o tym pomysle, to ja generalnie nigdy nie chcialam ksiecia z bajki na bialym koniu. bo ja wiedzialam zawsze ze w zyciu bywa inaczej. bo planowanie nie ma sensu. pozwolic zyciu biec wlasnym torem jest tak ciezko. probuje na sile zmieniac wszystko, czasem sie udaje, czasem nie. a gdy pozwole sobie na zbyt wiele, to porazka jest tak bolesna. czasem zycie samo wynajduje nam problemy do rozwiklania, a czasem sami ich szukamy i sa. wiedzialam, ze jesli przesadze to cos mnie przychamuje. nigdy nie myslalam, ze taki chamulec bedzie pod postacia ataku serca taty. teraz pozostaje mi jedynie wyciagnac wnioski z tego co sie stalo i przemyslec wszystko raz jeszcze. przeprosic sie z sama soba i isc dalej z podniesiona glowa. nie zalamywac sie, bo to jest najgorsze co moglabym teraz zrobic.
~GEP~