|
9.01.2004 :: 20:53 |
Spoken (7) |
Seen
151 I don't wanna...
zajecia, zajecia, zajecia. zaczynam sie zastanawiac czy dobrze zrobilam biorac te wszystkie filozofie, psychologie, literatury, historie, no i jeszcze art - sculprture. jeden plus to taki, ze facet od art'u jest naprawde super. mam na mysli za rowno jego wyglad jak i sposob prowadzenia zajec. ogolnie to duzo czytania, pisania, czytania, pisania.
kazdego dnia staram sie szeroko otrwierac oczy i przypominac sobie po co ja to robie? w jakim celu? pojawily sie jakies pomysly na przyszlosc, na zycie, ale sama nie wiem czy do konca tego chce. gdy mysle ze juz, juz jest we mnie wystarczajaco odwagi zeby do kogos podejsc to okazuje sie, ze jednak nie. uciekam w przeciwnym kierunku, zaslaniajac sie wszystkim co znajde po drodze. juz nie wiem czy jestem nadwrazliwa, glupia czy tez moze jedynie naiwna? a moze jednak to wszystko razem?
staram sie myslec ze wszystko bedzie dobrze, ze dam rade, ze damy rade. bo to jest wszystko co mi zostalo. bo poddac sie nie moge, nie teraz. zbyt duzo rzeczy dzieje sie niezaleznych ode mnie, takich ktore wymagaja mojej uwagi, mojego poswiecenia.
chcialabym znowu byc ta mala dziewczynka sprzed lat, bez problemow czy obowiazkow. bo czasami wydaje mi sie, ze to wszystko co dzieje sie w moim zyciu to duzo za duzo. bo ja wiem ze jak nie daje rady to powinnam wziasc wiekszy mlotek, ale czasami ten wiekszy mlotek nie jest w zasiegu, czy tez nie jestem w stanie go uniesc. a to tak bardzo boli, ta swiadomosc ze zawiodlam kogos, ze zawiodlam sama siebie.
pe-es 7:46pm
juz mi nawet nie przeszkadza ze mi net pomalu chodzi.
~GEP~
|
9.03.2004 :: 08:57 |
Spoken (15) |
Seen
152 she's bad, bad, bad-ass...
telefon rozladowuje sie znienacka i po podlaczeniu do ladowarki zlosliwie oznajmia ze jest
unable to charge, co sprawia ze mam ochote po raz 1,298,764,352 rzucic nim o sciane tu i teraz. jednak zaraz przypomina mi sie ze to
nowe sciany sa i w efekcie nic nie robie, poza paroma
kurwami rzuconymi wulgarnie pod adresem tego potwora, ktory moim telefonem jest.
czytania mam cala mase i jeszcze troche. czasu brak, generalnie na wszystko. w ostatniej chwili wygrzebuje jakies ksiazki. jedna dla
fistaka, dwie dla
davi, jakas plyta, podrecznik do
HIS 231, notatki do przepisania i metlik w glowie. to wszystko co mam.
okazuje sie ze jestem okropna i nieodpowiedzialna osoba i mowi mi to postac ktora mnie nie zna, aczkolwiek na ktorej mi, irracjonalnie, zalezy. robi mi sie jakos tak dziwnie, i tusz sie rozmazuje na rzesach w miare jak czytam slowa skierowane pod moim adresem. nie lubie gdy ktos uwaza mnie za kogos kim nie jestem. a moze tak sobie wmowilam tylko? a moze ja taka jestem? tylko w swoim zaslepieniu, ignorancji i braku odpowiedzialnosci uwierzylam ze jestem szczera i nie nabijam ludzi w butelke dla zabawy raz na tydzien umawiajac sie znimi a nastepnie nie przychodzac? z ktorej strony na to nie spojrze to zle. nie tak. bo gdy staram sie byc soba i zaufac to poraz kolejny dostaje mocno w twarz i brak mi slow. po prostu. wyznajac zasade
tylko winni sie tlumacza nie mowie nic i dowiaduje sie ze moge sie
wypchac co napawa mnie mieszanymi uczuciami jakoze ciezko mi jest sobie wyobrazic moja postac
wypchana w jakim kolwiek tego slowa znaczeniu.
daj se siana to juz predzej zrozumiem i sie przystosuje do zalecen anizeli mialabym sie czymkolwiek
wypchac.
bo z jednej strony jest moja szkola, rodzina i te wszystkie rzeczy i sprawy bardzo wazne i
nie cierpiace zwloki, a z drugiej ta czesc mnie ktora nie chce byc zamknieta, zaszufladkowana, czy odsunieta od innych.
i just wanna be. w noc poprzedzajaca sni mi sie moja szkolna milosc. nie rozpoznaje mnie(?) i w efekcie 'poznajemy sie' ze soba i jest tak dziwnie spokojnie i dobrze. pierwszy zapamietany sen od bardzo dawna. mogl oznaczac tylko jedno:
zblizajaca sie katastrofe. staram sie nie przejmowac, nie zawracac sobie
tym glowy ale jest mi ciezko. w glowie slysze pana
e. clapton'a spiewajacego tylko dla mnie:
it's just your foolish pride... czy rzeczywiscie?
picia przyjechal we wtorek. przespal cala srode. jak zwykle przywiozl ze soba te dziecieca beztroskosc, radosc i chill-out. nie mamy nawet chwili dla siebie. nie ma czasu zeby go przytulic, a ja to tak lubie bo to jeden z 2 facetow w moim zyciu ktorzy kochaja mnie naprawde, bezinteresownie i za to jaka jestem. bez udawania. kazdego dnia. bezwarunkowo.
generalnie duzo nauki, duzo na glowie. tu obiad dla pici, tam zakupy do nowego jeszcze(!) mieszkania w ktorym panuja warunki nieco obozowe, a tam gdzies jeszcze po dordze kolejka do bookstore. literature 230 (intensive writing) z nieco zwariowana, jednak znajoma prof. Huse; filozofia z nudnym prof. Jenkins'em i Platonem; psychologia z przeziebiona,
but I'm not sick! prof. Sternberg ktora nie dala nam sylabusa, a kaze ksiazke ciezka tachac; historia w piatki (double period) z energetyczna prof. Margaret Bostwick; no i ART 115 - intro to sculpture z absolutnie sex'ownym Roberto Visani'm.
nic dodac nic ujac. zapowiada sie ciekawy semestr.
~GEP~
|
9.05.2004 :: 09:49 |
Spoken (10) |
Seen
153 but it can't be me... I cannot be that person. I'm just nobody not really.
...heaven on earth
back again
into
under
far in beneath
through it
in it
and above...
nic dodac, nic ujac.
I just wanna be... myself. since I found that me, myself, and I is all I got in the end...
~GEP~
|
9.06.2004 :: 00:04 |
Spoken (8) |
Seen
154 much ado about nothing
muzyka wycisza i uspokaja. wlaczam moje
em.pe.trzy tak glosno jak tylko moge i nic mnie juz nie obchodzi. drzwi sa zamkniete. wszystko to co dzieje sie poza nimi juz mnie nie dotyczy. przynajmniej do jutra.
Platona czytam pobieznie jadac subway'em
#6. szybka wizyta na
east village, medium coffee w/ irish cream and milk,
Veniero's, znowu
6 i jestesmy juz w domu. zaklopotanie na twarzy Sean'a w momencie gdy
raspberry fruit tart niespodziewanie laduje w jego rekach. sprawianie przyjemnosci innym ludziom jest nieslychanie satysfakcjonujace.
nowy dizajn tez przynosi sporo satysfakcji. naturalnie nic by nie bylo gdyby nie utalentowany
HH i jego zdjecia.
kazdy dzien jest inny. przynosi nowe doswiadczenia. zmienia swiatopoglad. meczy ale i przynosi satysfakcje.
usmiech przypadkowej osoby na ulicy. jedna przyjemna rozmowa telefoniczna. przyjemne oczekiwanie. przyjazne 'hello.' te wszystkie rzeczy i slowa... i mysli.
feels good to be me.
~GEP~
|
9.06.2004 :: 20:51 |
Spoken (15) |
Seen
155 one night stand, or how I screwed up last night
aniolka - dzis podzielilam Twoj los z przed kilku dni.
tragedia. jakby bylo malo ze mam kaca, to meczy mnie jeszcze poczucie winy. cholera, dlaczego ja to zrobilam? eeeee... nie ma co gdybac. teraz bedzie duzo martwienia, powtorka z rozrywki z zeszlego roku.
rano wolalam dyskretnie zniknac. lepsze to niz obudzic sie, przeciagnac i powiedziec
'dzien dobry.' ale z racji ze to nie pierwszy raz, z czasem uporam sie i z tym. bede mogla spojrzec wszystkim w oczy.
pomimo ze wydarzenia z zeszlej nocy pamietam jak przez mgle, mam ich swiadomosc, a takze swiadomosc tego ze to nie powinno sie wlasnie tak potoczyc. za jakis czas bede sie pewnie z tego smiala [mam nadzieje], ale poki co wcale nie jest mi do smiechu. pozostaje jedynie niesmak w ustach i na duszy. nawet paznokcie pomalowane na
original orange nie przynosza zamierzonej satysfakcji i w efekcie jestem przygnebiona. w glowie
lloyd banks - karma ...I'm alright... I'm able to swallow my pride... And put all the bullshit to the side... If you ready to ride I'm down for a one night stand... Gotta accept it any way that I can Cuz i aint yo man...
aaaa i powiedzialam ze juz nie pije... until the next time, oczywiscie.
~GEP~
|
9.09.2004 :: 02:34 |
Spoken (26) |
Seen
156 put me to a test - I'll take it
teskniac za czyms starym i drogim zarowno sercu jak i duszy, slucham pana
m. winans'a. czuje sie jakas taka spokojna i zadowolona. ksiazki wszystkie zmaterializowaly sie na biurku i czekaja na eksploracje. chwila oddechu i powrot do szalonej rzeczywistosci.
book voucher zostal wykorzystany kompletnie.
trzeba zycie akceptowac takie jakim jest, ewentualnie dokonywac zmian ktore nikogo nie rania, a przynosza same pozytywne skutki.
klotnie, a raczej monologi pod moim adresem, o wszystko i o nic za razem. kolejny blad, kolejne rozczarowanie. czy to naprawde wszystko czym jestem dla ciebie? bledem i rozczarowaniem? powiedz prawde. chce wiedziec.
mialm dziwny sen - jakos tak moje szkolne
milosci przypominaja mi o sobie. jeszcze na dodatek widzialam swojego sobowtora na
East Village. ja, a jednak nie do konca ja. zobaczylam w tej dziewczynie siebie z przed 4lat.
ogolnie to duzo jest rozmow bez sensu i o niczym. taki chill-out. problemy jakby sie zamazuja w kontekscie naszej codziennosci. pewne rzeczy wytracaja z rownowagi ale nie przerazaja. a i ludzi sie juz nie boje. nie tak jak kiedys. nie tak jak 4lata temu.
a notki to produkujecie w tepie expresowym. a o pop-up'ach to juz wyrazilam swoje zdanie u panienki
2bad4u, wiec mniemam ze powtarzac sie nie ma sensu.
notka osobista odnosnie 155: zastanawiam sie jeszcze tylko czy gdybysmy sie nie znali to byloby mi gorzej czy lepiej z tym?
~GEP~
|
9.12.2004 :: 06:25 |
Spoken (15) |
Seen
157 NYPD
Do domu z
central park'owej imprezy wracalam po 2am nie sama, jak zamierzalam lecz w towarzystwie...
policjanta. Generalnie bardzo przyjemnie. I nie, nie zostalam zatrzymana, aczkolwiek moglo sie tak wlasnie wydarzyc. Po prostu nie mogl inaczej postapic tylko zaoferowac mi podwiezienie mnie do domu, bo raz ze pora byla juz pozna, to dwa powiedzialam ze sie zgubilam. To z tym zagubieniem wielkim kitem bylo, bo skoro znalazlam pomnik
Jageilly po 12 w nocy, to i do domu trafic bym spokojnie trafila. Ogolnie bardzo przyjemnie.
NYPD officer's are cool.
Victor mial na imie i wyjasnil mi jak mam znalezc
way out from CP.
Ogolnie to jest tak pozytywnie, banalnie wrecz i jest tylko jedna rzecz ktorej sie obawiam, ktora spokoju nie daje...
Zasluchuje sie
Jadakiss - Kiss of Death
Look at you then, and
Look at you now.
Don't let this cold cold world,
Bring you down.
~GEP~
|
9.13.2004 :: 03:55 |
Spoken (12) |
Seen
158 here... so gone, funny how this dark suddenly turned into dawn...
taka pozytywna niedziela jak dzis to chyba jednak rzadko kiedy sie zdarza. najpierw pobudka okolo 11am, nastepnie poranna kawa i plany na dalsze poczynania nasze. pogoda piekna, wiec czemu by nie pojechac na plaze? moze juz nie bedzie okazji? tak tez nie wiele myslac ani zastanawiajac sie, wybylismy z domu w celu plazowania. o przygodach w miejskiej transportacji nie bede wspominac, aczkolwiek byly, nie mowiac juz o 10przesiadkach ktore zmuszeni bylismy robic. nie bylo zle. sniadanio-lunch zjedzony w
restauracji, duzo smiechu, muzyki, pisaku, rozmow o wszystkim i o niczym. filozofia, platon, sokrates, arystoteles, pascal... tak przyjemnie no.
jutro jade zmienic fryzure. co z tego wyjdzie zobacze... a poza tym to zajecia i zajecia... duzo czytania, jak zwykle
[juz chyba nie musze o tym pisac?]. to wszystko czego jeszcze nie zrobilam, nadrobie w tym tygodniu bo zajecia
tylko w poniedzialek
[no dobra mam nadzieje ze nadrobie to wszystko]. pozniej luz i praca jakas
[chyba?] od srody. jeszcze tylko chwile i zbiore sie na odwage, zeby sprawdzic, tym razem musze miec kogos przy sobie, bo tamto wtedy bylo przewidziane, tym razem tak nie jest i naprawde sie martwie, a nawet boje... w przeciwienstiwe do pana
Winans'a - I
wanna know...
poki co usmiech na twarzy mam. mam usmiech na twarzy. i chce sie nim podzielic z Toba, i z Toba, a i jeszcze z Toba... z wami.
slucham
Black Eyed Peas - Elephunk no i jest tak... banalnie.
Everybody, everybody, let's get into it.
Get stupid.
Get retarded, get retarded, get retarded.
Let's get retarded in here!
o tak.. wlasnie tak!
~GEP~
|
9.14.2004 :: 04:30 |
Spoken (6) |
Seen
159 It's official - you got issues, I got issues...
od godziny 10:30am 9/13/04 jestem posiadaczka
grzywki a la
cleopatra. podobno nie wygladam
az tak zle.
dzisiejszy dzien zaliczam do udanych, pozytywnych i przyjemnych. tylko tak dalej. choc nogi bola nieziemsko, poniewaz od kiedy opuscilam mieszkanie o 7:20am to wrocilam dopiero cos okolo 9:30pm, to czuje sie jakos tak niesamowicie dobrze.
jutro mija ostateczny czas oczekiwania. wszystko sie wyjasni. co bedzie to bedzie. ewentualnie decyzja juz jest podjeta, chociaz nigdy bym nie pomyslala ze bede gotowa sie do tego posunac, mam nadzieje ze nie bede jednak musiala...
slucham Aaliyah na zmiane z Allure i jest kul. taki
czil-aut, no.
~GEP~
|
9.15.2004 :: 03:10 |
Spoken (19) |
Seen
160 walking on sunshine
w sloncu skapane slowa i szerokie usmiechy. oczy przyjemnie zmruzone, reka dotykajaca grzywki i ten niewymuszony, rozesmiany ton. leniwosc ruchow i niewypowiedziana radosc. radosc bycia soba, bycia z ludzmi.
negatywny wynik, wulgarne stwierdzenie
pierdole to, szeroki usmiech na twarzy. pewnosc ruchow przesiaknietych sex'em i przyjemna niepewnoscia. szybkie sniadanie. mecz. obciachowa sukienka do nowej pracy - od jutra. powrot do domu. zakupy. zakupilam
najwieksza pare okularow jaka bylam w stanie znalezc. bynejmniej nie w celu ukrycia sie za nimi. ot tak, dla kaprysu. dla dobrego samopoczucia.
bo.mi.pasuje.do.grzywki.no! w subway'u czytanie
fashion rocks tak od niechcenia i duzo
usher'a.
a teraz w glosnikach: beyonce, eve, lil' kim & 50cent, angie stone, 50cent, alicia keys, joe, aaliyah, r.kelly, brandy, jay z & beyonce, rappers against racism, destiny's child, jennifer lopez. bo jest tak czilautowo, wiesz?
~GEP~
|
9.18.2004 :: 19:26 |
Spoken (8) |
Seen
161 as much as I would like to join you on planet earth right now...
focus. teraz tego mi potrzeba najbardziej.
dzis po pracy idziemy sie upic. m, george, j, fistak, anna, ja, byc moze baby boy...
a wczoraj byly dwie akcje w pracy. jedna z mexykami - zdjecia mi robili! a druga z Ali'm - chce sie ze mna uslinie umowic, bleh. a tak wlasciwie to byly trzy akcje, bo jeszcze sobie reke sparzylam.
w czwartek Fistak powiedzial do Celal'a
'mniam, mniam' w sensie ze zuccini pancakes jej smakuja, co wywolalo atak smiechu w Celal'u poniewaz po turecku 'mniam, mniam' oznacza nie inaczej tylko
'ludojad' buehehehe.
dzis jakos tak bez zadnych oswiecajacych przemyslen, hyhyhy... ale ostatnia notka
soulfly dala mi do myslenia...
~GEP~
|
9.20.2004 :: 06:14 |
Spoken (15) |
Seen
162walk in as a VIP, drink too much tequila w/ beer, throw up, and try to feel good about yourself the next day...
ojjjj ojjj ojjj - oto moj komentarz do wczorajszego chlania. poszlismy po pracy, w szostke okolo 12am. ja, fistak, m, george, ezgi, oraz j dolaczyl tak okolo 1am. zaczynamy spokojnie od Heinekena, nastepnie tequila, znowu piwo, tequila, piwo, tequila, piwo, tequila... [??]
fistak odstawil piekne taneczne przedstawienie wraz z sandrem. alessandra rozesmiana, tak rozkosznie
loveable zajela sie nami od samego poczatku. generalnie
underground to fajne miejsce. w jukebox jakies piosenki zostaly wybrane... ale niestety nie pamietam co to za piosenki byly.
powrot do domu... wszystko co pamietam, to to ze sama, bo wyszlam wczesniej bo do pracy na 12pm w niedziele. na moim przystanku, ktory rowniez jest ostatnim przystankiem tej linji, zostalam szturchnieta przez jakiegos osobnika, nie byl to kierowca, ktory mi oznajmil ze koniec trasy i chcial
get friendly zapytujac mnie dokad zmierzam. chwiejnym krokiem podazylam w strone mojego miejsca zamieszkania. to co w domu sie wydarzylo jest dla mnie wielka niewiadoma. wiem tyle, ze jak wyszlam z lazienki to w moim lozku m spala, poszlam wiec do pici i sie z nim polozylam. okazuje sie ze pieknie ozdobilam dywan w moim pokoju, jak i wybralam go na miejsce mojego spoczynku.
poranek byl dla mnie szczegolnie ciezki, w pracy bylam niewyrazna jakos tak do 5pm. skrecalo i skrecalo... na jedzenie patrzec nie moglam i
znienawidzilam oliwki, co do brokulow to sie jeszcze zastanowie.
ponad wszystko
baby boy jest niesamowity. nie bylo go na wielkim chlaniu, ale to pewnie dobrze bo kto wie co znowu bym zrobila?
Ali nie daje za wygrana, czym mnie irytuje i jeszcze troche a pewnie mu powiem zeby sie
odpierdolil bo ja nie jestem zainteresowana, no.
teraz czekaja mnie dwa dni wolnego, szkola i masa czytania. jak zwykle przez ten wolny tydzien nic nie zrobilam, ale jak to mi george powiedzial
don't regret it, because whatever happened then, you were happy at that very moment, and whats now doesn't matter. no i nie zaluje.
~GEP~
|
9.24.2004 :: 07:27 |
Spoken (18) |
Seen
163 why fuck the system, if it's already fucked up?
zasluchuje sie
nina sky na przemian z panem
m. winans'em. pracuje, staram sie nadrabiac zaleglosci na uczelni i porzadkuje balagan w pokoju... balagan w glowie i sercu nie jest niestety uporzadkowany. ba, co ja mowie... niemozliwoscia jest jego uporzadkowanie. milcze i czekam, moze to juz jutro? albo pojutrze.. ale to nie nadchodzi. ta ulga ktorej oczekuje kazdy z nas... to wyciszenie, ten wewnetrzny spokoj tak drogi i niezbedny, chyba, kazdemu z nas.
na stole dumnie leza ksiazki z serji
do przeczytania na poniedzialek kolejno: 4rozdzialy z psychologii; 3rozdzialy z historii, + w ramach bonusu:
the return of martin guerre - n. davis; fragmenty Iliady na literature; oraz tradycyjnie juz
Platon, tym razem
phaedo. weekend zapowiada sie ciekawie, zwazywszy ze jeszcze do pracy [fri.&sat. @ 5pm, sun @ 12pm]. zastanawiam sie jak ja sie z tym wszystkim wyrobie. wiem, wiem, zamiast sie zastanawiac powinnam, jak mi to ktos czasem mowi,
just do it.
ale powiem wam, ze jest fajnie. fajnie jest.
i mama wraca 10.10. i obiady normalne beda. i mam
taaaaaakie duze okulary. i dzis wlosy mi sie ulozyly tak jak chcialam. i mam herbate
earl grey. i jadlam dzis
baklave. i jutro [piatek] nie ide na zajecia. i zrobilam sobie porzadek z ksiazkami. i wiozlam ten obciachowy
art project przez pol miasta z uczelni do pracy i z pracy do domu i
nawetmisieniepolamal!...
[notatka osobista: zrezygnowalam dzis z chlania z Jovita... - starzeje sie?]
~GEP~